Słodycze z czasów PRL

Blok czekoladowy i nie tylko. Tym się jeszcze niedawno zajadaliśmy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Słodycze z czasów PRL
(Shutterstock.com)

Kosze pełne rozmaitych słodyczy, owoców i kawy to dziś propozycje na prezenty, które większość bez problemu może kupić w każdym sklepie. Ale jeszcze 30 lat temu o takich rarytasach można było tylko pomarzyć. Rządziły wtedy draże, landrynki i domowe słodkości. Przypominamy, jakie jeszcze słodkie prezenty sprawiały radość w PRL i jak przygotować blok czekoladowy, jeden z klasycznych deserów.

Na pierwszy ogień szły delicje (o ile oczywiście trafiały do mikołajowej paczki). Potem pomarańcze i mandarynki oraz lizaki serduszka - najlepiej czerwone. Pozostałe słodycze z przydziałowej, pracowniczej mikołajowej paczce cieszyły się trochę mniejszą popularnością. Chyba, że trafiły się gumy do żucia, które zawsze miały wielu amatorów. Landrynki, twarde jak skała draże (szczególnie jarzębinowe) i wyroby czekoladopodobne też w końcu były zjadane, jednak z mniejszym entuzjazmem. Ten niezmienny zestaw wręczany był z okazji Mikołajek lub świąt dzieciom pracowników w większości zakładów pracy w PRL-u. Czasem do domu przynosili je rodzice, częściej jednak maluchy same je odbierały podczas organizowanych dla nich świątecznych imprez.

Choć większość dzieci nie przepadała za tymi wystąpieniami przed zgrają obcych ludzi i równie obcym Mikołajem, za słodycze młodzi obywatele Polski Ludowej byli gotowi zrobić naprawdę wiele. Szczególnie, że w naiwnych sercach dzieci zawsze gościła nadzieja, że w tym roku "zakładowy" Mikołaj wrzuci do swoich paczek coś jeszcze - coś czego maluchy były najbardziej spragnione, czyli czekoladę. Prawdziwą czekoladę.

Takie wyróżnienie zdarzało się jednak rzadko. Czasem trafiały się rarytasy - np. pochodzące z Czech Lentilki - pyszne czekoladowe draże w słodkich, kolorowych skorupkach. Bezcenne były też gumy do żucia, a zdarzało się, że Mikołaj przynosił te naprawdę cenne - Donaldy czy - w późniejszym okresie - Turbo, które nie tylko dawały radość z żucia, ale także cenne historyjki obrazkowe.

Chłodne grudniowe dni osładzały nie tylko paczki organizowane w zakładach pracy. Głównymi dostarczycielami łakoci były jednak niezwykłe zaradne gospodynie domowe - mamy czy babcie. To one z niczego wyczarowywały prawdziwe smakołyki. A jeśli udało im się w ciągu roku zrobić zapas prawdziwego kakao, dzieci miały pewność, że okres świąteczny będzie naprawdę wyjątkowy.

Prawdziwym symbolem PRL-owskich słodyczy był blok czekoladopodobny. W sklepach zazwyczaj dostępna była jego wersja kryzysowa, która zawierała śladowe ilości kakao, za to mnóstwo innych tłuszczy roślinnych. Bloki przygotowywane w domu smakowały znacznie lepiej, wystawiały jednak na poważną próbę cierpliwość dzieci. Oczekiwanie, aż słodka czekoladowa masa zastygnie w lodówce, było dla dzieci prawdziwą torturą.

Czy dzisiejsze dzieci czekałyby na niezwykły słodycz równie niecierpliwie? Prawdopodobnie nie. W końcu one nie cierpią na niedobór "krzepiącego cukru" w codziennym jadłospisie. Nie znaczy to jednak, że smakołyk nie przypadłby im do smaku. Szczególnie, że wraz z powracającą "modą na PRL", wracają do łask także przepisy z tego okresu. A biorąc pod uwagę, że wszystkie niezbędne składniki są dziś na wyciągnięcie ręki, można się pokusić o przygotowanie świątecznego PRL-owskiego, absolutnie niekryzysowego bloku czekoladowego. Receptura jest dziecinnie prosta, można więc włączyć do pracy najmłodszych.

Składniki na blok czekoladowy

0,5 kg mleka w proszku
kostka margaryny
kakao naturalne około 3 łyżek (od ilości zależy jak bardzo czekoladowy będzie smak, im więcej dodajemy kakao, tym więcej musimy dodać cukru)
1-1,5 szklanki cukru
torebka cukru waniliowego
bakalie (dowolne, idealnie pasują orzechy, a mniej kakaowe wersje doskonale komponują się z suszonymi owocami np. żurawiną)
herbatniki
woda

Do wody (około pół szklanki) dodajemy cukier, cukier waniliowy i kakao. Gotujemy na małym ogniu, aż do zagotowania. Mieszamy, żeby nie przypalić. Zdejmujemy z ognia i czekamy, aż masa lekko przestygnie, ale wciąż będzie płynna. Dodajemy mleko w proszku i dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy bakalie i połamane herbatniki, delikatnie mieszamy, by ciastka nie pokruszyły się za bardzo. Gotową masę przelewamy do wyłożonej pergaminem foremki i wkładamy na noc do lodówki, by stężała.

Blok czekoladowy w okresie PRL-u zapewniał słodką rozpustę na sklepowych półkach. Dzisiejsze dzieci nawet nie potrafią wyobrazić sobie takiego zjawiska. Dla nich jednak nieznany smak może być ciekawą odmianą od propozycji, które doskonale znają. A wspólne przygotowywanie tego prostego deseru, wspaniale wpisuje się w klimat przedświątecznych, rodzinnych przygotowań.

POLECAMY:

**Ciasto cappuccino bez pieczenia**

**8 pomysłów na świąteczne praliny**

**Ekspert wyjaśnia, co oznacza biały nalot na czekoladzie**

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.