WP

Stuletnie, śmierdzące jaja, krowia uryna i flaki gotowane w mleku. Ohydztwo czy rarytas?

Większość Polaków nie wyobraża sobie, by zjeść larwy, zgniłe kacze jajo czy wypić krowi mocz. Raczej nikt by nawet o tym nie pomyślał, gdyby nie popularne ostatnio reality show jak "Azja Express" czy "Wyspa przetrwania", w których uczestnicy w ramach zadania muszą zjeść coś, co na pewno w innych warunkach nie znalazłoby się na ich talerzu. Z drugiej strony nasze kultowe flaki czy ogórki kiszone mogą wzbudzać mieszane uczucia wśród osób z innych krajów. O to, dlaczego jedzenie wywołuje tak wielkie kontrowersje, zapytaliśmy Weronikę Lewandowską, specjalistkę w dziedzinie trendów kulinarnych oraz socjologa Tomasza Sobierajskiego.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
To, co dla jednych jest obrzydliwe i wręcz nie do zjedzenia, dla innych może być rarytasem. Przykładem mogą być larwy.
To, co dla jednych jest obrzydliwe i wręcz nie do zjedzenia, dla innych może być rarytasem. Przykładem mogą być larwy. (123RF.COM)
WP

Jak tłumaczy Tomasz Sobierajski, o tym, co ludzie jedzą, nie decyduje tylko, czy dany produkt jest zdrowy lub pożywny. Istnieją także normy związane z kulturą, tradycją, religią oraz statusem społecznym. W grę wchodzą także uwarunkowania klimatyczne, jak również osobiste, które wpływają na to, co jemy.

Aby zobrazować tę zależność, socjolog podaje przykład Polski i Francji. - Z jednej strony, nie jesteśmy odległymi krajami, ale granice smakowe, których się nie przekracza, są bardzo zarysowane. Prawdę mówiąc, nie ma powodu, żebyśmy nie jedli ślimaków czy żabich udek, które we Francji są na porządku dziennym, a jednak tego nie robimy. Każdy kraj ma inne smaki oraz kuchnię i to pokazuje, jak ogromną rolę odgrywają one w ich kulturze – wyjaśnia.

Smaczne czy obrzydliwe? To kwestia względna

Jedzenie dotyczy nas wszystkich, a jednocześnie podlega szeregom bardzo skomplikowanych uwarunkowań kulturowych. Można powiedzieć, że pożywienie danego kraju jest lustrem, w którym się on odbija – mówi Weronika Lewandowska i dodaje, że to niezwykle rozległy temat, wokół którego narastają często kontrowersje. Nie trzeba szukać daleko. Na naszym rodzimym gruncie także znajdziemy takie potrawy. Wśród Polaków znajdziemy amatorów flaków czy kaszanki, ale także osoby, które nigdy tych dań by nie tknęły.

WP

(Stuletnie jaja są potrawą charakterystyczną dla kuchni chińskiej. To zakonserwowane i przechowywane od kilku tygodni do kilku miesięcy jajka na twardo. Stuletnie są tylko z nazwy.)

W momencie, kiedy przechodzimy już do innego kontekstu kulturowego, kiedy zderzamy się z potrawami, które nie są nam znane, wówczas o kontrowersje jest jeszcze łatwiej. - My możemy oburzać się na zgniłe jaja, które w Chinach uchodzą za rarytas, a sami jemy flaki, a mówiąc najprościej, są to przecież oczyszczone i ugotowane jelita. Podobną potrawę je się w Meksyku – jelita krowie gotowane w mleku, ale z punktu widzenia Polaka, takie połączenie jest nie do przyjęcia – zaznacza Tomasz Sobierajski.

Zjedź zgniłe jajo i wygraj

Nawet jeżeli ktoś chciałby skosztować stuletniego jaja kaczego czy larw, może pojawić się problem z ich dostępnością. Niepowtarzalną okazję ku temu miały osoby biorące udział w popularnych ostatnio reality show. W jednym z odcinków "Azja Exspress" uczestnicy jedli właśnie zgniłe jaja z zarodkiem czy pili krowią urynę, natomiast bohaterowie "Wyspy przetrwania" mieli wątpliwą przyjemność spróbowania larw.

WP

- Nie ma czegoś takiego jak mniej lub bardziej obrzydliwa część zwierzęcia. Nie postrzegane przez Polaków za zdatne do jedzenia części zwierząt nie powinny być bardziej odrzucające niż np. krowie, świńskie czy drobiowe wnętrzności, które przecież jemy. Wątróbka, serca, flaki, szpik od lat serwowane są w naszej rodzimej kuchni. Są to tak samo części zwierzęce jak mięśnie – mówi Weronika Lewandowska.

(Larwy stanowią bardzo dobre źródło białka, a przygotowane w odpowiedni sposób mogą być naprawdę pysznym daniem.)

Największe kontrowersje budzą mocz i odchody. W końcu nie bez powodu zostały one wydalone. Jeśli chodzi o krowią urynę, Hindusi uważają, że świeży, krowi mocz ma boską moc, dlatego jego spożywania nie należy oceniać. Każda kultura ma swoje wierzenia i tradycje. A jak mówiła Joanna Przetakiewicz, uczestniczka drugiego sezonu programu "Azja Exspress", w Londynie często spotykała się wśród swoich znajomych z urynoterapią.

WP

Jeżeli jemy wątrobę, grasicę, to dlaczego nie zjeść byczych jąder czy baraniego oka? Kwestia polega na tym, czy to dobrze smakuje. Czy zostało odpowiednio przyrządzone. - Zepsute jaja – nawet jeżeli są zgniłe, ale wciąż jadalne i nie wywołują zatrucia w organizmie, to dlaczego ich nie jeść? My przecież też jemy sfermentowaną kapustę czy ogórki. Je także można nazwać obrzydliwymi, choć tak ich nie postrzegamy - tłumaczy trendolog.

A co z zapachem? Zależy, co dla kogo ładnie pachnie. Przykładowo durian – uznawany jest za najbardziej śmierdzący owoc świata. Istnieje nawet przepis, który mówi, że nie wolno wnosić go do samolotu. Ten sam owoc jest także azjatyckim przysmakiem. Podobnie zapach zgniłego jaja czy suszonych ryb, którymi zajadają się Skandynawowie – dla nas raczej nie będą przyjemne, ale w innej kulturze nie stanowią niczego dziwnego czy obrzydliwego. Podobnie rzecz ma się z wyglądem. Każdy produkt, niezależnie od tego, co to jest: szpik kostny, bycze jądra czy robaki można przygotować w taki sposób, by wyglądały apetycznie.

Obrzydliwe jedzenie to pojęcie względne. Może jakaś potrawa jest dla nas dziwna albo wręcz odrzucająca, ale pamiętajmy, że wiele rzeczy, które jemy i uznajemy za istny rarytas, dla kogoś innego mogą być nie do przyjęcia.

WP

Zobacz także wideo: Wyglądają obrzydliwie, a są pyszne. Dziwne polskie smaki

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP