Na słodko i słono, czyli śniadania Lary Gessler

Lara Gessler sztuki gotowania uczyła się od najlepszych szefów kuchni w londyńskich restauracjach, dziś sama prowadzi kilka lokali. Nam zdradza tajemnicę najlepszego śniadania i opowiada, czym potrafiła w dzieciństwie zaskoczyć swoją mamę, Magdę Gessler.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Na słodko i słono, czyli śniadania Lary Gessler
(www.loca-love.pl)

Mówi się, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. A z czym tobie się kojarzy śniadanie?
Muszę przyznać, że śniadania lubię najbardziej na świecie. Uwielbiam poranki, bo to trochę taki czas dla mnie i właśnie rano mam największy spokój umysłu. Gdy się nigdzie nie śpieszysz i nie masz problemu ze wstawaniem, to wtedy jest cudownie. Lubię celebrować ten moment, charakterystyczną "ciszę przed burzą". Śniadania zwykle jemy w domu, dlatego mnie osobiście bardzo kojarzą się z najbliższymi osobami. Wydaje mi się, że są takie najbardziej intymne i szczere ze wszystkich posiłków.
Gdybyś miała wybrać: śniadanie na słodko czy wytrawnie?
Przyznam, że lubię śniadanie chyba w każdej formie. Zwykle są ze słodkim akcentem, ale to ze względu na to, że przepadam za jogurtami i granolami, czyli takimi typowo zbożowo-orzechowymi propozycjami. Ale z drugiej strony lubię jajka, więc tu ukłon w stronę bardziej wytrawnych propozycji. Podobno każdy mówi, że robi najlepszą jajecznicę, ale ja muszę przyznać, że robię ją całkiem niezłą.
A jaki jest jej sekret?
To taki hotelowy standard, który można obrać za zasadę - do ostatniego momentu nie rozbijamy żółtek, a robimy to dopiero w momencie, gdy cała jajecznica jest w takiej konsystencji, jak lubimy. Rozbijamy je na sam koniec, dzięki czemu ścięte jest białko, a żółtka otaczają smakiem całość jajecznicy. I oczywiście podstawa to masło i nie ma co żałować jego ilości. Jeśli ktoś chce jeść dietetyczną jajecznicę, to niech jej nie je w ogóle. Oprócz tego uwielbiam jajka w koszulkach i jajka po wiedeńsku, czyli jajka w szklance, oczywiście także z łyżeczką masła, dodatkowo z siekanym szczypiorkiem, solą i pieprzem. Po prostu cudowne! Jajka na śniadanie to świetny wybór, ale ważne, aby nie były przesmażone. Dla mnie jajecznica musi być absolutnie luźna. Uważam, że kulinarną zbrodnią jest ścinanie jajek na wiór.
A co z zasadą doprawiania solą i pieprzem już gotowej jajecznicy?
- Tak się zwykle mówi, głównie ze względu na sól, bo po posoleniu jajka wytrącają wodę. Ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, jaką jajecznicę lubimy.

Dla wielu osób takim porannym marzeniem jest śniadanie do łóżka. Zdradzisz, jak wyglądałaby wizja takiego posiłku w twoim przypadku?
- Zdecydowanie powinny pojawić się owoce. Wydaje mi się, że zawsze są takim miłym akcentem odświeżającym. Cokolwiek by się nie znalazło na talerzu jako główny składnik, to obowiązkowo widziałabym sok pomarańczowy. Kawę zwykle lubię pić po śniadaniu - kawa na pusty żołądek to nie do końca mój styl. Lubię chałkę i ona w towarzystwie dobrego miodu i masła kojarzy mi się z takim słodkim śniadaniem do łóżka. Ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, komu robione jest śniadanie. Na pewno musi być o wiele bardziej złożone od tego, co każdy z nas zrobiłby sobie sam. Chodzi o taki dodatkowy gest w czymś kierunku. Jeśli wiemy, że ktoś zawsze je dwie kanapki z serem i pomidorem, co oczywiście jest super zestawem, to my zróbmy te dwa kroki więcej i przygotujmy świeżo wyciskany sok, zróbmy trochę domowego twarożku i dodajmy rzodkiewki. Takie małe gesty pokażą, że śniadanie jest pełne i od serca. Co najważniejsze w śniadaniu do łóżka, to aby był na nie czas. Bo jeśli mamy się śpieszyć czy jeść na półprzytomnie, to nie ma to w ogóle sensu.
Jest takie powiedzenie, że najlepiej śniadanie smakuje, gdy ktoś je dla nas przygotuje. Często dzieci raczą rodziców takimi własnoręcznie zrobionymi posiłkami. Czy ty też tak zaskakiwałaś?
- Tak, kiedyś bardzo zaskoczyłam mamę i myślę, że nie była na to gotowa - ja też bym nie była. Miałam mniej więcej 6-8 lat i jako że wiedziałam, że mama uwielbia masło i lubi czosnek to zrobiłam jej makaron z masłem i czosnkiem na śniadanie. Naprawdę myślę, że był to ciężki cios. Oczywiście capnęła widelcem raz, ale jako mało dyplomatyczna osoba w takich sytuacjach powiedziała, że może o jakiejś innej porze dokończy. Masło nie było klarowane tylko zwykłe, więc całość dania miała specyficzny, lekko przypalony przysmak, ale w każdym razie intencje były dobre.
I z pewnością ten element zaskoczenia był!
Oj był zdecydowanie. Myślę, że takiej ilości czosnku z rana nikt się nie spodziewał.

Dużo podróżujesz i miałaś okazję próbować śniadań z różnych stron świata. Czy któreś szczególnie miło wspominasz?
Faktycznie ze względu na to, że zazwyczaj bardzo się skupiam na śniadaniach, to kilka z nich mnie zaskoczyło. Szczególnie to na Filipinach, gdzie ludzie jedzą rybę na śniadanie, co jest prawie tak samo zaskakujące, jak makaron z czosnkiem (uśmiech). Natomiast zaskoczyło mnie też śniadanie w Holandii i to raczej w mniej pozytywnym świetle. Będąc na wymianie i mieszkając u dość zamożnych rodzin, miałam okazję zaobserwować tosty posmarowane masłem i posypane kolorową posypką - taką, jakiej używa się do dekoracji ciastek. Taki zestaw Holendrzy jedzą nagminnie na śniadanie i to kolorowe, cukrowe konfetti trudno mi zrozumieć. Zaskoczyli mnie też Brytyjczycy pod względem ilości jedzonych produktów na śniadanie i ciężkości kalibru posiłku. Polskie śniadania też nie są zbyt lekkie, ale angielskie są gigantyczne. Całe południe Europy to oczywiście śniadania na słodko - croissant z dżemem albo pain du chocolat, takie "ciastko, kawa i cześć". Nie miałam chyba takiego śniadania za granicą, w którym bym się tak szczerze zakochała. Nie było nic takiego charakterystycznego dla danego kraju, żebym powiedziała "wow, chcę tylko to jeść". Choć przyznam, że bardzo przyjemne wrażenie smakowe i zaskoczenie miałam kilka lat temu w Stanach, gdzie na śniadanie jadłam pancakes z masłem, syropem klonowym, bekonem i jajkiem sadzonym. Bardzo lubię połączenia słodko-słone, więc to mi bardzo zaskoczyło. Porcja była oczywiście jak dla trzech osób, ale pomijając ten fakt, takie śniadanie naprawdę mi się spodobało.
Mimo tych wielu zalet - nie tylko smakowych - są osoby, które nie jedzą śniadań. Jak byś ich przekonała do tego posiłku?
Zdecydowanie odradzam jedzenie późnych kolacji, a dzięki temu przyjdzie ochota na śniadanie. Pierwsza ilość białka, które przyswajamy rano, to pierwszy kop metabolizmu, który jest najbardziej potrzebny, żeby organizm dobrze trawił i dobrze funkcjonował. Dlatego nie proponuję rezygnować, bo faktycznie ktoś kiedyś obliczył, że 70 proc. osób z nadwagą pomija śniadania. I prawdą jest, że ten nawyk jedzenia śniadań odpowiada za nasze dobre samopoczucie. Nie warto oczywiście popadać w rutynę w tej kwestii. Uwielbiam uczucie, gdy kładę się i już marzę o smacznym śniadaniu. I to jest chyba takie zdrowe, że jeśli nie jemy cztery godziny przed snem lub minimum dwie, to mamy gwarancję, że obudzimy się i będziemy mieć ochotę coś zjeść. Osobiście znam parę osób, które przez długi czas nie mogły się przełamać, ale to wszystko jest kwestią przejścia przez to. Duże znaczenie ma tu gest miłości, bo od ukochanej osoby po prostu nie sposób odmówić śniadania. Dobrym sposobem jest też zacząć od soków, a następnie próbować koktajli, zbliżając się do śniadań o bardziej stałej konsystencji.
Do wielbicieli śniadań swoje specjalne menu kierują właściciele niektórych lokali, a ty wraz z przyjaciółką Patrycją Pankiewicz prowadzisz bloga loca-love.pl, gdzie przyglądacie się m.in. śniadaniowym propozycjom. Co bierzecie pod uwagę?
Przede wszystkim to, co "dzieje się w menu". Większość z miejsc, które opisujemy, naprawdę nam się podoba i zastanawiamy się, czy to aby na pewno dobrze i nie jest nudne. Jednak zawsze robimy preselekcję i to nie jest tak, że idziemy gdziekolwiek, tylko chcemy zjeść po prostu dobre śniadanie, dlatego szukamy ciekawego miejsca. Pierwsza kwestia to właśnie menu - czy są w nich znane dobrze propozycje, a może pojawia się coś nowego i oryginalnego. Zwracamy uwagę na to, czy składniki do śniadań są robione na miejscu w lokalu np. granola, drożdżówki czy bułki. To są drobne elementy, na które zwracamy uwagę. Oceniamy oczywiście obsługę, bo zdarza się, że może być to duży mankament. Obecność świeżo wyciskanych soków czy koktajli to także elementy, które mówiąc w skrócie, uprzyjemniają życie. A potem jest tylko walka między nami, która weźmie danie zawierające kozi ser, a która coś z masłem orzechowym (uśmiech).
Trudno nie zgodzić się, że to właśnie obsługa wpływa na ogólną ocenę miejsca. Jakie macie kryterium oceny w tym przypadku?
- Po prostu oceniamy to, w jakim stopniu ktoś jest miły i zaangażowany. Nie chodzi o to, aby ktoś był super profesjonalistą i podawał wszystko ze srebrnej tacy, z obrotem i ręką na plecach, tylko to kwestia tego, czy ktoś jest ciepły, potrafi polecić wybrane pozycje z karty, a nie mówić jedynie, że wszystko jest dobre. Bo jeśli pytamy o podpowiedź to dlatego, że chcemy ją poznać, a osoba pracująca w danym lokalu ma tę wiedzę, co najlepiej się sprzedaje i może się wypowiedzieć. Z drugiej strony zwracamy też uwagę na to, czy o godzinie, o której się otwiera lokal według informacji na drzwiach, czy faktycznie jest otwarty. W naszym przypadku zazwyczaj im wcześniej można coś zamówić, tym lepiej. A to może mocno zakłócić poranek, gdy według szyldu lokal jest czynny od 8 rano, a przychodząc do niego o 8:05, ekspres dopiero się nagrzewa, kelnerzy rozkładają jeszcze stoliki itd. Kiedy wiadomo, że rano nikt nie ma czasu i chcemy polegać na tym, że śniadanie dostaniemy w ciągu 15-20 minut od zamówienia, aby reszta dnia poszła równie sprawnie, to najważniejsze dla lokalu, aby załoga od rana była skupiona i faktycznie lokal był gotowy do pracy o godzinie, o której się otwiera.

A jeśli mamy już za sobą śniadanie, co proponujesz w ramach drugiego posiłku, co można wziąć ze sobą na wynos do pracy lub szkoły?
- Osobiście stawiam na koktajle lub jakiś owoc, czyli tak z drugiej strony całkiem lekko i to mi zdecydowanie wystarcza. Jeśli zaczynamy dzień od wytrawnego śniadania, to warto potem sięgnąć po gęsty koktajl np. z dodatkiem pożywnych płatków owsianymi, z masłem orzechowym lub białkiem konopnym. Często zapominamy o tym, ile kalorii wypijamy i nie liczymy kolejnej latte, a taki koktajl zasyci na dłużej i dostarczy dawki witamin. Nie musimy go nawet brać na wynos z domu, bo oferta w lokalach jest na tyle szeroka, że możemy kupić coś na mieście. Również ceny stają się coraz bardziej przystępne.

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.