Trwa ładowanie...

Ewa Wachowicz o gotowaniu, sporcie i wartościach w życiu

Ewa Wachowicz to ekspertka kulinarna, która zachwyca pogodą ducha i świetnym wyglądem. W rozmowie przekonuje, że szacunek, miłość, wdzięczność i rodzina to wartości, na których buduje swoje życie. Uśmiecha się do słońca i opowiada o swoich wyborach i zdobywaniu kolejnych górskich szczytów.

Ewa Wachowicz o gotowaniu, sporcie i wartościach w życiuŹródło: ONS.pl
d3nh9uq
d3nh9uq

Marta Chowaniec: W jaki sposób się pani motywuje?
Ewa Wachowicz: Realizuję projekt zdobycia tzw. Korony Wulkanów Ziemi, czyli najwyższych wulkanów na wszystkich kontynentach. We wrześniu planujemy ze znajomymi zdobyć Cotopaxi – 5897 m n.p.m., w Ameryce Południowej. Nikt mnie na górę nie wniesie, poza moimi nogami, w związku z tym intensywnie trenuję. Mam sporą motywację i muszę być w formie. Na koncie mam już górę Kaukazu – Elbrus (5642 m), Mount Giluwe (4368 m), Kilimandżaro (5895 m), najwyższy wulkan Ameryki Północnej Pico de Orizaba (5636 m), najwyższy szczyt Iranu Mound Damavand (5610 m) oraz najwyższy szczyt Ameryki Południowej, zarazem najwyższy wulkan świata – Ojos del Salado (6891 m). Do mojej kolekcji wspinaczkowej należy doliczyć także inne masywy wulkaniczne jak Mount Kenya (5199 m) czy Ararat (5137 m). O ćwiczenia dbam również ze względu na kontuzję kręgosłupa. Poza tym uwielbiam ruch, jazdę na rowerze, spacery, rolki. Aktywność jest dla mnie przyjemnością.

Słyszałam anegdotę, że wykonuje pani tyle pompek dziennie, ile ma lat.
To prawda. I – uwaga – nie są to tzw. pompki damskie na kolanach, tylko standardowe męskie pompki. Statystycznie jestem w tych 5 proc. kobiet, które wykonują takie męskie pompki. Dodam, że jak miałam 20 lat, nie umiałam wykonać takiego ćwiczenia, a teraz faktycznie robię tyle pompek, ile mam lat.

Jakie bonusy daje wiek?
Świadomość. Jestem świadoma tego, co chcę, co robię, czego potrzebuje moje ciało i moja dusza. Wiek to bliższe bycie ze sobą i swoimi pragnieniami.

Zobacz także wideo: Ewa Wachowicz zdradziła sekret swojej urody

W jakich momentach jest pani najbliżej ze sobą?
W górach, kiedy jestem całkowicie oderwana od doczesnego świata, gonitwy, show-biznesu, problemów, różnych obowiązków dnia codziennego. Telefon nie dzwoni, bo wysoko w górach nie ma zasięgu. Czuję bliski kontakt z przyrodą oraz swoimi bardzo pierwotnymi potrzebami: żeby zjeść, wyspać się, odpocząć, zregenerować i mieć siłę na następny dzień, aby zdobyć szczyt.

d3nh9uq

Kiedy się pani słucha, brzmi pani jak człowiek, ale kiedy się na panią patrzy, wygląda pani wręcz jak bogini.
Dziękuję za tak piękny komplement. Jestem jak najbardziej człowiekiem. "Bogini" oczywiście mocno chodzi po ziemi.

I co tam pani widzi?
Ludzkie sprawy…

Czytałam w jednym z wywiadów, że nie mówi pani o swoich życiowych niepowodzeniach.
Nie tyle nie mówię, co nie skupiam na nich uwagi. Niepowodzenia i porażki – większe czy mniejsze – są bardzo ważne. Staram się szybko wyciągać z nich wnioski. Idę do przodu, żeby złe przekuć na dobre. Takie mam podejście.

Jakie są najbardziej praktyczne porady w życiu, które pani usłyszała?
Te od mojej mamy: Uśmiechaj się do swoich problemów, bo wtedy będą wyglądały na mniejsze. Bądź zawsze życzliwa dla innych. Pan Bóg daje ci na ramiona tyle, ile jesteś w stanie unieść, więc nie marudź. Nie narzekaj.

d3nh9uq

Przekazuje pani takie rady swojej córce?
Staram się wychować córkę w poszanowaniu inności drugiego człowieka i jego pracy. Dla mnie szacunek, poza miłością, którą stawiam na pierwszym miejscu, jest jedną z najważniejszych wartości w życiu. Ważny jest szacunek do siebie, do pracy, zwierząt i przyrody, na wielu innych płaszczyznach. W tym duchu wychowuję córkę, ale co mi z tego wyjdzie, to zobaczę.

Szacunek. Tego się nie spodziewałam. Pracuje pani w show-biznesie, który słynie z tego, że mało kto się nawzajem szanuje.
To, czy ktoś inny się szanuje czy nie – w to nie wnikam. Show-biznes jest ważny, daje mi pracę, ja się na niego nie obrażam, traktuję go właśnie z dużym szacunkiem. Jednak nie można dać się wkręcić w ten cały show, który mamy na portalach społecznościowych i plotkarskich. Sam biznes to pożyteczna dziedzina, a dystansu do show nabieram w górach. Dla mnie istotne jest to, że ja szanuję innych. Ten szacunek wyniosłam z mojego domu – kłania się tutaj moje wiejskie wychowanie. Wychowałam się na wsi, blisko przyrody, zwierząt i roślin, szacunek został mi wpojony przez rodziców. To, w jaki sposób traktuje się zwierzęta, jak się pracuje w polu, to daje później plon. Życie na wsi to czasem praca ponad siły: żniwa, zbieranie ziemniaków, przewracanie siana w pełnym słońcu, przedzieranie buraków, kukurydzy, zbieranie siana. Tak, to bardzo ciężka praca i dzięki niej bardzo dobrze się uczyłam i dostałam się na studia. Bardzo nie lubiłam lata, wakacji, bo w tym czasie jest najwięcej pracy w polu. Natomiast mama zawsze zwalniała mnie z pracy, jeżeli musiałam się uczyć. Powtarzała: jeśli chcesz mieć lżejsze życie niż to, które my mamy, to ucz się, zadbaj o to, żeby mieć inne.

Skąd taka postawa mamy? Skąd to się bierze?
To jest takie światełko, które jest w środku. Mama jest najcudowniejszym i najbardziej pogodnym człowiekiem na świecie, jakiego znam. Zawsze uśmiechnięta.

d3nh9uq

Czyli ma pani to po mamie? Swój fanpage na Facebooku prowadzi pani ciepło i serdecznie, z uśmiechem.
Sama go prowadzę, jak nie ma wpisu, to znaczy, że jestem tak zajęta, iż nie zdążyłam usiąść przed komputerem ze zmęczenia.

W tych wpisach można zauważyć bardzo dużą wdzięczność do innych ludzi. Dziękuje im pani za pomoc, za to, że są, docenia ich.
Wdzięczność jest na trzecim miejscu po miłości i szacunku. Bardzo często w tych czasach zapominamy o wdzięczności, a ona jest bardzo ważna. Dzień zaczynam od wdzięczności za to, że świeci słońce albo pada deszcz. Wieczór kończę swego rodzaju modlitwą, afirmacją wdzięczności. Bardzo wiele zawdzięczam innym. Najwięcej moim rodzicom, potem spotkaniu na swojej drodze cudownych ludzi, którzy bardzo mi pomogli na różnych etapach. Jestem właściwie sumą życzliwości innych ludzi. Gdyby nie inni, moi przyjaciele, nie wystartowałabym w wyborach Miss Polonia, bo nie miałam takiego pomysłu, aby zostać miss. Potem spotkałam osoby, które pomogły mi dobrze przygotować się na wybory Miss Świata. Halinka Kasprzak, którą poznałam w Krakowie, właścicielka butiku, otworzyła swoją szafę, dała mi swoją walizkę i spakowała mnie na wyjazd do RPA. Długo mogłabym wymieniać, życzliwych i serdecznych ludzi, których spotkałam na swojej drodze. Trudno nie wspomnieć Niny Terentiew, która dała mi szansę przy programie "Podróże kulinarne Roberta Makłowicza" jako producentce, potem przy moim programie "Ewa gotuje", który w tym roku obchodzi 10-lecie na antenie Polsatu.

Gratuluję, ale proszę powiedzieć szczerze, czy po 10 latach stania przy garach lubi pani jeszcze gotować?
Uwielbiam! Dzisiaj jadłam młode ziemniaczki, kalafior i jajko sadzone. Na desertruskawki ze śmietaną. Lekki, wakacyjny, prosty, polski obiad. Jakie to smaczne, pyszne i dobre! Bardzo lubię gotować. To moja pasja. Dzielę się tym, co naprawdę kocham robić. Podróżując po świecie, smakuję różne potrawy, próbuję egzotycznych aromatów, sprawdzam odmienne połączenia, przekładam je potem na język polski. Tym, co wyszukam, dzielę się z innymi. Byłam ostatnio u rodziców na wsi i jeden z wieczorów spędziłam na grillowaniu w sąsiedztwie, u moich znajomych jeszcze z podstawówki. Od Joli i Adasia usłyszałam: "Ewunia, ale ten twój przepis na kaszankę, wiesz, z tymi kolorowymi pomidorkami i kolorową papryką, i z tym czosnkiem, jakie to jest genialne!". Ta kaszanka robi furorę. Wygląda przepięknie, można ją wcześniej przygotować i tylko położyć na ruszt, jak przyjdą goście. Takie recenzje to dla mnie najcenniejsze chwile.

d3nh9uq

Potrafi pani doceniać proste rzeczy.
Prostota jest w życiu niesamowicie ważna.

A czy nie jest tak, że często otacza panią blichtr?
Przepraszam, nie zauważyłam w tej chwili, właśnie posoliłam ziemniaki (śmiech). Blichtr jest oczywiście elementem mojego życia i pracy. Kiedy jadę do Warszawy i jestem nominowana w plebiscycie na najlepiej ubraną gwiazdę, reflektory są skierowane na mnie, bywam na ściankach i tłum fotoreporterów uśmiecha się lub krzyczy: "do mnie, do mnie", to w tym uczestniczę z pełnym zaangażowaniem. Teraz siedzę na tarasie swojego domu, twarz wystawiam do słońca i cieszę się jego ciepłem. To jest teraz mój blichtr.

Docenia pani zdrowie i spokój na co dzień?
Bardzo. W tym szybkim życiu, jakie większość z nas prowadzi, bardzo mało doceniamy odpoczynek, sen oraz zdrowie, które wydaje się nam dane raz na zawsze. Staram się stopować. Chociaż mam bardzo dużo eventów, nie pracuję w każdy weekend. Zależy mi, żeby odespać, pobyć z przyjaciółmi, czasem nic nie robić, poczytać książkę, posłuchać muzyki. Miałam w życiu etap pracoholizmu, ale mam to dawno za sobą. Teraz świadomie wybieram. Praca musi być zrównoważona odpoczynkiem i dobrym snem. W życiu najważniejsza jest rodzina. Żeby ją utrzymać, trzeba pracować, ale trzeba mieć również czas, żeby z nią być.

d3nh9uq

Czy taka refleksja nad zdrowiem pojawiła się po kontuzji kręgosłupa? Czy już wszystko w porządku?
To jest kontuzja zaleczalna, ale nieuleczalna. Jak już wspomniałam – ćwiczę. Trzeba również uważnie podchodzić do takich codziennych rzeczy jak dźwiganie. Dla mnie też problemem niestety jest długie stanie.

I to na niebotycznych szpilkach!
Oj, szpilki są zarezerwowane tylko na wielkie wyjścia. Na co dzień noszę buty na płaskiej podeszwie.

Skąd te kontrowersyjne kapcie?
A czemu kontrowersyjne? Na planie programu "Top Chef" spędzamy po kilkanaście godzin. Chciałaby pani tyle czasu spędzić w szpilkach? Ja nie. Cenię sobie komfort i zdrowie mojego kręgosłupa. W związku z tym produkcja zadbała, żebym miała płaskie pantofle na zmianę. Na moment ujęcia, kiedy nagrywaliśmy, zakładałam szpilki. Ta słynna historia z kapciami zaczęła się od tego, że Maciej Nowak, który zwraca się do mnie na co dzień "królowo", umieścił na Facebooku zdjęcie, w którym siedzę w kapciach i pięknej sukience z podpisem, że ujawnia tajemnice "królowej". Sfotografował moje nogi pod stołem w kapciach.

d3nh9uq

Pokazał Panią od kuchni (śmiech).
Myślę, że to było bardzo ludzkie i ciepłe. "Królowa" też chodzi w kapciach.

Czy ta kontuzja kręgosłupa przyczyniła się do tego, że zaczęła pani dbać o równowagę w życiu?
Z pewnością pokazała, że nie jestem w stanie tak dalej funkcjonować. To było jak pogrożenie palcem: taka wysportowana, po górach chodzi, tyle pracuje, aż tu nagle… To był moment, w którym zastanowiłam się: Zaraz, ale to ja decyduję, co biorę na ramiona, a nie ktoś za mnie będzie decydował, ile na te ramiona mi włożyć. I tu jest ta zmiana.

Oj, a czy te wyprawy w góry są naprawdę mierzone możliwościami?
Oczywiście. Pomysł na zdobycie Korony Ziemi zrodził się podczas wyprawy na Kilimandżaro. Autorką jest moja przyjaciółka Klaudia Cierniewska-Kożuch, która zapytała: "A może wchodziłybyśmy pod tę górę z jakimś celem?". Zapytałam: "Z jakim?". Odpowiedziała: "Zróbmy Koronę Ziemi, bo tego w Polsce nikt jeszcze nie zrobił". Klaudia na co dzień jest specjalistą laryngologiem. Przyjmuje w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym. Ma ogromną wiedzę medyczną. Zresztą, śmieję się czasem, że w góry chodzę w obstawie lekarskiej, żeby mieć szybką i fachową pomoc. Tak się po prostu poukładało, że wśród przyjaciół mam wielu lekarzy. W góry chodzę też z Radkiem, który jest chirurgiem szczękowym. Małgosia jest endokrynologiem i ginekologiem położnikiem oraz specjalistką medycyny wysokogórskiej i przed wyprawą wysyła mi listę leków, które warto mieć przy sobie itd.

Chodzi więc pani do apteki?
Jak każdy (śmiech). Z powodu wypraw wysokogórskich nawet często odwiedzam aptekę. Jednymi z najczęstszych produktów, które kupuję w aptece, są plastry. Z jednej strony są mi potrzebne w kuchni, bo zdarza się niestety, kiedy uśmiecham się do kamery, a nóż wędruje, gdzie chce, i czasem skaleczę się w palec. Z drugiej strony przed każdą wyprawą górską apteka jest obowiązkowym miejscem. Plastry to podstawowe wyposażenie apteczki górskiej. Wysoko w górach może się przecież przydarzyć gorączka czy choroba wysokościowa. Z powodu różnicy ciśnień często boli też głowa, warto więc mieć ze sobą środki przeciwbólowe, chociaż sama staram się ich nie zażywać. Odpowiednio wyposażona apteczka jest bardzo ważna.

Czy ma pani swoją ulubioną aptekę?
Ależ oczywiście! I aptekę, i panią farmaceutkę – mgr Sabinę Białas, która zawsze jak trzeba pomoże, czy przed wyprawą w góry, czy w doradzeniu maści dla kota, czy produktu dla córki. Kiedy kupuję Diuramid (przypis red.: lek między innymi skraca czas aklimatyzacji, wskazany w chorobach, w których dochodzi do wzrostu ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego, a także w pourazowym obrzęku mózgu), to ona już wie, że wybieram się w góry.

d3nh9uq
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3nh9uq
Więcej tematów