Trwa ładowanie...
d10d5j0

Przepis na potrawę czy przepis na celebrytę?

Polska kuchnia fusion, smaki Azji czy regionalne specjały Podlasia, a także cała gama propozycji na temat gotowania w stylu fit, to tylko niektóre z motywów książek kulinarnych, które znajdziemy w księgarniach czy na stoiskach w supermarketach. Tuż obok kucharzy, cukierników i wykwalifikowanych dietetyków, tematy okołojedzeniowe coraz częściej podejmują twarze znane z telewizji.
Share
Przepis na potrawę czy przepis na celebrytę?
Źródło: ONS.pl
d10d5j0

Na liście autorów książek kulinarnych znajdziemy byłe modelki, aktorki z seriali sprzed lat czy żony piłkarzy. Swoim nazwiskiem sygnują porady żywieniowe, które mogą trafić w ręce milionów Polaków. Za pomocą ich wskazówek w tysiącach domach powstawać mogą posiłki dla całej rodziny – bez glutenu, z superfoods czy z cyklu „kuchnia babci”. W opozycji mamy rozrastający się wybór kucharskich książek napisanych przez prawdziwych fascynatów jedzenia i gotowania, za którymi stoją lata doświadczeń, wiedza teoretyczna oraz praktyczna. Kiedyś tomy z przepisami, opisami dań i tradycją gotowania polecały Lucyna Ćwierczakiewiczowa czy Maria Ochorowicz Monatowa, dziś książeczkę z 50 autorskimi daniami może napisać praktycznie każdy, kto ma na to odpowiednie zasoby. Czy każda z nich jest tak samo wiarygodna i rzeczowa? Czy gotowania lepiej uczyć się od ekspertów czy celebrytów wchodzących w rolę specjalistów? Takie pytania same nasuwają się patrząc na nowości książkowe na rynku od Ani Lewandowskiej, Kamilii Szczawińskiej czy Moniki Mrozowskiej.

Z początkiem tygodnia polską branżę kulinarną i wydawniczą obiegła informacja o nominacji polskiego tytułu do Gourmand World Cookbook Awards, określanej mianem kulinarnych Oscarów. To największy na świecie i bardzo prestiżowy konkurs literatury kulinarnej. W szranki z najlepszymi autorami ze świata stanie „Suwała, Baron i inni – przepisy i opowieści”, czyli książka autorstwa sześciu niezwykłych mężczyzn. Na jej kartkach znajdziemy receptury i kulinarne anegdoty autorstwa Aleksandra Baron (szefa kuchni i twórcę Solec 44), Pawła Suwały (szefa kuchni Butchery & Wine), Grzegorza Kwapniewskiego (specjalistę od mięsa zwanego Crazy Butcher), Dariusza Wolszczaka, nazywanego Panem Sandarzem, oraz barmana Juliana Karewicza. Do tego grona należy dopisać Igora Haloszkę, fotografa kulinarnego, którego zdjęcia oddały w pełni sens słowa pisanego wymienionych panów. Piękne wydanie, rzetelnie przekazane przepisy i obrazujące je - pełne takiej kulinarnej prawdziwości - fotografie, sprawiają, że nominacja ta jest w pełni zasłużona i godna przekazywania. Podkreślają i udowadniają, że szanują produkt, znają techniki obróbki żywności i wykazują wyjątkowy zmysł łączenia smaków, tekstury, a nawet kolorów czy właściwości produktów. Niestety, nie można tego powiedzieć w przypadku niektórych propozycji od celebrytów, którzy proponują kuchnię dla rodziny, domowe fit słodkości czy zupy świata w autorskich wersjach.

Co przede wszystkim rzuca się w oczy? Apetyczne, wystylizowane zdjęcia potraw, na widok których nierzadko dosłownie ślinka cieknie, ale niestety po chwili gorzko się rozczarowujemy. Często fotografia nie jest bowiem uwiecznieniem wykonanej przez autora propozycji, a zdjęciem zakupionym w agencji stockowej. Oczywiście całkiem legalnie i jest to metoda dozwolona, ale pozostawia pewien niesmak dla prawdziwych fanów dobrze ugotowanych i ładnie podanych dań. Bo skoro te placuszki bananowe z syropem klonowym są tak proste w przygotowaniu, a w dodatku można ładnie je podać, to dlaczego autor nie pokusił się o uwiecznieniu ich na zdjęciu?

d10d5j0

W ostatniej rozmowie dla WP Kuchnia Katarzyna Bosacka, która od lat kojarzona jest z branżą spożywczą i jedzeniem w czystej postaci, powiedziała mi, że w dzisiejszych czasach wystarczy kogoś przebrać w kucharski kitel, nauczyć 2-3 prostych przepisów, postawić przed kamera i mamy gotującego eksperta. Niestety, aby posiąść wszelkie tajniki kulinarnej sztuki trzeba poświęcić czas na edukację czy to w szkole, czy praktycznie pod okiem wprawionego kucharza. Lub wykazać się prawdziwą pasją na temat strączków, kasz lub innych grup produktów.

Nie odmawiając nikomu prawa do przelania swoich myśli na pamięć, a nawet ich wydania, być może lepiej by było, gdyby pakiet przepisów, kulinarnych pogadanek czy praktycznych wskazówek był po prostu wiarygodny. Napisany od serca i mocno kojarzony z autorem. Czyż nie ciekawsza od zbioru „100 autorskich przepisów” z przewagą cudzych zdjęć na dania, które w 5 minut można wygooglować sobie w sieci, byłaby osobista opowieść kulinarna opatrzona zdjęciami z życia prywatnego, na których faktycznie widać to obcowanie z jedzeniem?

d10d5j0

Podziel się opinią

Share
d10d5j0
d10d5j0
Więcej tematów