wp

Każdy może zostać szefem swojej kuchni. Dzień z życia kulinarnego blogera

Od kilku lat trwa moda na gotowanie. Powstają kolejne programy kulinarne, półki w księgarniach uginają pod ciężarem książek kucharskich, szefowie kuchni brylują na salonach. Nic więc dziwnego, że jak grzyby po deszczu mnożą się również blogi kulinarne. Oczywiście nie każdy odnosi sukces i trafia do tysięcy odbiorców. Jak więc skutecznie wypromować się w sieci i wybić na tle innych stron o podobnej tematyce? Autorki chętnie odwiedzanych blogów zgodnie przyznają, że najważniejsza są pasja, systematyczność i zaangażowanie.
Osiem kobiet – w różnym wieku, z różnych zakątków Polski, wykonujących różne zawody. Łączy je jedno – miłość do gotowania. Każda z nich wpadła kiedyś na pomysł, by zebrać w jednym miejscu swoje ulubione przepisy i założyć bloga kulinarnego. Dziś inspirują innych, wygrywają konkursy, doradzają jak gotować smacznie z produktów, które najczęściej mamy pod ręką.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Gotowanie obiadu
Gotowanie obiadu (123RF.COM)

Z miłości do gotowania, czy z obowiązku?

Wydawać by się mogło, że kulinarne blogerki od dziecka chętnie pomagały mamom czy babciom w kuchni, asystując przy lepieniu pierogów czy pieczeniu ciast. – Miałam pięć lat, kiedy zaczęłam pod okiem mamy wypiekać proste ciasta i ciasteczka, Wtedy moim wielkim sukcesem był pleśniak, który piekłam rodzicom w każdą niedzielę – wspomina Katarzyna Kłos Jasińska, autorka Niezłego Młynka. Jednak nie zawsze tak jest. Ulla Pałka, która prowadzi Kuchnię na wzgórzu przyznaje, że zaczęła gotować z obowiązku, kiedy na świat przyszły jej dzieci. Z kolei Barbara, która serwuje Śniadania u Basi, wyznaje zasadę przez żołądek do serca. – Kiedyś myślałam, że nigdy nie nauczę się gotować. Powtarzałam, że znajdę męża, który będzie robiła to za mnie. Zupełnie nie rozumiałam, kiedy kolega mówił mi, że najlepiej gotuje się dla kogoś. Ale potem się zakochałam i zaczęłam gotować dla mojego obecnego męża – śmieje się Basia.

wp

Skąd więc pomysł, by założyć bloga? Basię namówiła przyjaciółka, Katarzynę, która prowadzi Pełny Talerz mąż, a autorkę Niezłego Młynka narzeczony. Izabela Kulińska, znana jako Smaczna Pyza przyznaje natomiast, że jej blog narodził się z… lenistwa. – Koleżanki często pytały o jakiś przepis, a mnie znudziło się zapisywanie czegoś po raz kolejny na kartkach. Mając bloga, odsyłam do niego i już. Z moich blogowych przepisów korzysta nawet syn, który wyprowadził się już z domu – uśmiecha się blogerka.

Początki nie były łatwe, pierwsze fotografie przygotowanych potraw powstawały przy użyciu telefonów komórkowych lub zwykłych cyfrówek. Moje bohaterki rozwijały pasję, zdobywały kolejne doświadczenia, podglądały inne blogerki, gromadziły kolejne rekwizyty, zaczęły inwestować w sprzęt, zarówno ten kuchenny, jak i fotograficzny. – Blog był dla mnie dużym wyzwaniem, bo chciałam go zrobić od początku do końca samodzielnie. Sama zaprojektowałam logo, a stronę stworzyłam wspólnie z moim przyjacielem. Początki były ciężkie. Musiałam nauczyć się systematyczności i znaleźć czas na prowadzenie bloga. Na szczęście sukcesywnie przybywało osób, którym podobało się to, co robię i to bardzo zmotywowało mnie do działania – wspomina Magda Malutko, która swoimi przepisami dzieli się na blogu Malutko od Kuchni.

Znikające mięso, ciasto ziemniaczane i przypalone pierniczki

Jak przyznają moje bohaterki, rzadko sięgają do książek kucharskich, gotują z głowy lub same wymyślają kolejne przepisy, inspirowane np. zdjęciem potrawy czy nowym, nieznanym produktem. W ich kuchniach rządzi przede wszystkim tradycja, połączona z nowoczesnością. Chętnie eksperymentują i cieszą się, kiedy ich dania smakują najbliższym, a czytelnicy bloga chwalą kolejne przepisy.

wp

Wydaje nam się, że bloger to kulinarny autorytet, któremu zawsze wszystko się udaje. Owszem. Jednak nawet najlepszym zdarzają się czasem wpadki – przypalone ciasto, zakalec czy gumowate klopsiki. Moje bohaterki ze śmiechem wspominają swoje kuchenne niepowodzenia. – Z samych początków mojego kucharzenia jest historia, jak pod bieżącą wodą płukałam mielone mięso. Babcia zawsze myła mięso przed przygotowaniem. Na kotlety mielone też, ale wiadomo, że cały kawałek, a potem mieliła je sama w maszynce. Ja kupiłam już zmielone mięso u rzeźnika, ale pamiętając coś tam, niezbyt dokładnie, po przyniesieniu go do domu wyjęłam z torebki i wsadziłam pod kran. Chwilę trwało, zanim otrząsnęłam się zdziwiona, gdzie mi to mięso uciekło – śmieje się Izabela Kulińska.
Klaudia Sroczyńska, która zaprasza do Dusiowej Kuchni, dziś jest specjalistką od pięknych, wyrośniętych bez, jednak początki nie były łatwe. – Kilka lat temu próbowałam przygotować bezę, niestety miałam źle ubite białka i wyszedł mi cienki na pół centymetra placek, którego nawet nie udało się oderwać od papieru. Nie poddałam się i dzisiaj robię cudowne bezy – mówi.

Katarzyna Kłos-Jasińska z Niezłego Młynka ma natomiast złe wspomnienia z babką ziemniaczaną. – Byłam jeszcze w liceum, usłyszałam, że można przygotować ciasto na bazie ziemniaków. Oczywiście była to dla mnie nowość. Mama wyjechała do cioci z rodzeństwem, ja została sama z tatą pomyślałam, że jako perfekcyjna pani domu coś upiekę… Ciasto po wyciągnięciu z piekarnika przypominało babkę ziemniaczaną, szkoda tylko, że postanowiłam je zostawić do ostygnięcia. Kiedy tata wszedł do kuchni, zawołał mnie żebym posprzątała ten bałagan. Cóż, ciasto się rozpłynęło i zalało wszystkie szafki, kuchenkę i podłogę. Totalna porażka – opowiada blogerka.

Jak powstaje przepis krok po kroku

Zanim przepis trafi na bloga, należy go przetestować, odpowiednio zaprezentować danie, zrobić zdjęcia. – Można powiedzieć, że blog kulinarny to bułka z masłem. Tyle, że i bułkę i masło trzeba zrobić samemu. A to wymaga czasu. Trzeba dokładnie wybrać i przygotować składniki. Zrobić zaczyn, potem starannie wyrobić, poczekać aż ciasto odpowiednio wyrośnie. Następnie podzielić i upiec. No i jeszcze w międzyczasie to masło ubić, a na koniec tym wszystkim kogoś nakarmić. Wtedy okaże się, czy jest tak, jak miało być – mówi Katarzyna Jastrzębska, która prowadzi bloga Pełny Talerz.

wp

Jak wygląda dzień z życia kulinarnego blogera? Czy prowadzenie bloga to tylko pasja, czy może praca na drugim etacie? – Kiedy już wiem, co chcę ugotować, muszę zadbać o składniki. Przyrządzając danie, myślę jak je podam, bo to wpływa m.in. na sposób pokrojenia składników albo wybór formy do ciasta. Kiedy potrawa dochodzi, ja wybieram na czym ją podam. Samo zdjęcie to utrafienie w porę dnia z dobrym światłem albo rozstawienie lamp. Dalej jest obróbka fotografii. Przepis muszę dokładnie opisać – lista składników i sposób przygotowania. Potem trzeba dodać zdjęcia, otagować je i wreszcie, po co najmniej godzinie, przepis nadaje się do publikacji. A to przecież nie koniec, bo kiedy już wpis ukaże się na blogu, dochodzi linkowanie w mediach społecznościowych, żeby jak najwięcej osób go zobaczyło – tłumaczy Izabela Kulińska, autorka bloga Smaczna Pyza. To wszystko zajmuje mnóstwo czasu, dlatego blogerzy kulinarni są przyzwyczajeni do jedzenia zimnych dań.

Większość blogerów kulinarnych samodzielnie fotografuje przygotowane przez siebie dania. Najważniejsze elementy, jakie składają się na dobre zdjęcie kulinarne to światło, stylizacja i kompozycja. Aby stylizacja była udana, potrzebne są rekwizyty. – Mam kilka szafek z porcelaną (pojedyncze sztuki), z rzeczami potrzebnymi do stylizacji, deski i tła do zdjęć przygotowuje samodzielnie mój mąż – przyznaje Jolanta Perz-Straga, która wraz z mężem prowadzi bloga Damsko-męskie spojrzenie na kuchnię.
A przecież dodanie i wypromowanie wpisu to nie wszystko. Bloga trzeba codziennie „doglądać” – odpowiadać na pytania i komentarze odwiedzających, udzielać się w portalach społecznościowych, gromadzić kolejne rekwizyty do fotografii. – Blog to praca w pełnym wymiarze godzin. Nawet, jeśli akurat danego dnia nie gotuję, czy nie opracowuję przepisu, to obrabiam zdjęcia, odpowiadam na komentarze albo obmyślam, co ugotuję w ciągu najbliższych dni. Poza tym bywam na różnych warsztatach i wydarzeniach kulinarnych – mówi Izabela Kulińska.

Blog – praca na pełnym etacie?

Blog może się przerodzić w dochodowy biznes, jednak wiele autorek nie rezygnuje z pracy zawodowej i bloga traktuje raczej jako swoje hobby, a właściwie pracę na drugim etacie. – Prowadzenie bloga to dla mnie przede wszystkim pasja. Do pracy wstaję codziennie rano, bo pracuję na etacie w branży związanej z moim wykształceniem, a po pracy... bloguję. Nie ukrywam, że blog momentami staje się moją pracą i są to bardzo pozytywne aspekty jego prowadzenia, ale trzeba naprawdę się narobić, aby wybić, szczególnie teraz, kiedy gotowanie jest takie modne – tłumaczy Klaudia Sroczyńska z Dusiowej Kuchni.

wp

Z kolei Smaczna Pyza podkreśla, że największym zyskiem z prowadzenia bloga jest uznanie czytelników. – Cieszą mnie komentarze świadczące o tym, że przepisy się przydają, i co najważniejsze, wychodzą, a ludzie są za nie wdzięczni i wracają po kolejne. Zarobkiem są też pieniądze, zarobione na wyświetlaniu reklam albo przepisach z wykorzystaniem konkretnych składników. Często blogerzy dostają też upominki od marek w postaci produktów spożywczych, sprzętu AGD, książek czy jakichś innych drobiazgów. Jesteśmy zapraszani na konferencje dla mediów, do fabryk produkujących żywność, na eventy czy do restauracji. Takie bywanie to też nasza praca – zaznacza Izabela Kulińska. Zwraca na to uwagę również Katarzyna Kłos-Jasińska, autorka Niezłego Młynka. – Zamiast leżeć przed telewizorem, wymyślam kolejne przepisy, potem gotuję i opisuję. Chodzę na warsztaty i degustacje. Śmiało mogę więc powiedzieć, że blog to mój drugi etat, pasja, która przeradza się w pracę.

Czy każdy może nauczyć się gotować? A może trzeba mieć do tego talent? Jak przyznają moje rozmówczynie, gotowanie jest dla wszystkich, w końcu nie trzeba być od razu Master Chefem, wystarczy, że zostaniemy szefem własnej kuchni. przepis da się, z mniejszym lub większym sukcesem, odtworzyć, jednak najważniejszy jest smak. Tego nie da się nauczyć, podrobić, to trzeba po prostu mieć. – Gotowanie jest teraz modne, powstaje wiele programów kulinarnych i książek. Poza tym wzrosła świadomość zdrowego odżywiania, oraz pojawienie się wielu chorób związanych z przetworzoną żywnością. Wszystko to powoduje, że ludzie zaczynają czytać etykiety, kupują ekologiczną żywność, przygotowują domowe wyroby, bez konserwantów i sztucznych barwników, poza tym jak gotujemy sami to oszczędzamy – podsumowuje Jolanta Perz-Straga. Magda Malutko zauważa także, że dzięki modzie na gotowanie powstało dużo ciekawych restauracji, targów ze zdrową żywnością, warsztatów kulinarnych, a nawet szkół gastronomicznych. – Uważam, że pod tym względem gonimy Zachód i w końcu zaczynamy naprawdę doceniać zarówno jedzenie, jak i kucharzy.

wp
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.