Kuchnia turystyczna. Co powinniśmy zabrać pod namiot?

Wakacyjne wyprawy z plecakiem i namiotem to często prawdziwe kulinarne wyzwanie. Zwłaszcza, jeśli nie chcemy stołować się w restauracjach, czy przeżyć całego wyjazdu na chińskich zupkach albo zimnej parówce zagryzanej suchą bułką. Gotowanie prawdziwych posiłków na turystycznej kuchence nie musi być jednak ani specjalnie trudne, ani czasochłonne. Wystarczy, że przed wyjazdem dobrze przygotujemy się do tematu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jednak mielonki, pasztety czy rybki w puszkach to wciąż podstawa turystycznego wyposażenia.
Jednak mielonki, pasztety czy rybki w puszkach to wciąż podstawa turystycznego wyposażenia. (WP.PL)
WP

Wakacje na konserwach

Dźwiganie wypakowanego jedzeniem plecaka może być prawdziwą mordęgą. Jednak mielonki, pasztety czy rybki w puszkach to wciąż podstawa turystycznego wyposażenia. Są trwałe i zapewniają mnóstwo energii, bardzo potrzebnej podczas wędrówek z plecakiem. Na szczęście konserwy są robione z dość cienkiej blachy, nie ważą więc tak dużo, jak jeszcze kilkanaście lat temu.

Wybierając je, kierujmy się własnym smakiem i wagą puszki. Nie ma co brać ze sobą półkilogramowej szynki czy pasztetu. Bez trudu kupimy mniejsze opakowania, które możemy wykorzystać na jeden posiłek. Otwarta puszka to kłopot: zawartość może się rozlać lub po prostu popsuć. Dziś w "blachę" pakowane jest wiele produktów lub nawet gotowych dań. Gołąbki z konserwy możemy bez trudu odgrzać nie tylko na kuchence turystycznej, ale nawet na ognisku. Podobnie różnego rodzaju gulasze i pulpety. Są nawet zapiekanki wegetariańskie, które łatwo podgrzać w puszce, w której się znajdują.

Energia pod ręką

Dobrym pomysłem jest zabranie na wyprawę batonów energetycznych. Powinny one składać się głównie z ziaren zbóż, by nie rozpuściły się w upale. Batoniki są lekkie, bardzo pożywne i smaczne. W nieoczekiwanej sytuacji mogą poprawić nastrój i dać zastrzyk energii na wędrówkę.

Obok batonów warto mieć ze sobą różnego rodzaju musli, które bez trudu zjemy z kupionym po drodze jogurtem lub zalejemy mlekiem. Musli to znakomity pomysł na szybkie śniadanie, a same płatki ważą tyle co nic.

Lekko i pożywnie

Warto również zapakować do plecaka kilka torebek ryżu, kaszy lub małe opakowania makaronu. Ugotowanie ich nie sprawia żadnego kłopotu. Produkty te mogą być podstawą bardzo pożywnego obiadu, szczególnie, jeśli mamy przy sobie także małe saszetki z sosami w proszku. Coraz częściej można je kupić nie tylko w wyspecjalizowanych sklepach turystycznych. Niemal nic nie ważą, nie zajmują też miejsca w plecaku, a dodadzą smak każdemu przyrządzanemu na łonie natury daniu.

WP
123RF
Podziel się

Aromatyczne dodatki

Jeśli lubimy słodkie rzeczy, warto zabrać małe opakowania z dżemami i miodem, takie jakie dostajemy w hotelach podczas śniadań. Kupimy je w każdym dużym sklepie. Wystarcza na jedną porcję i również waży bardzo mało.
Koniecznie również musimy mieć przy sobie sól i pieprz. Nie ma bowiem nic gorszego od przygotowanego z wielkim trudem, ale niedoprawionego obiadu.

Nowe oblicze turystycznej kuchni

Jeszcze niedawno żywność liofilizowana znana była niemal wyłącznie garstce pasjonatów turystyki np. miłośnikom górskich wspinaczek, którzy na szlaku spędzali więcej czasu niż w domu. Dziś o produktach liofilizowanych - czyli pozbawionych wody - słyszeli już niemal wszyscy, którym zdarza się przyrządzać posiłki w warunkach polowych.

Żywność liofilizowana, choć nie jest idealna, ma mnóstwo zalet. Jest lekka, poręczna i można z niej stworzyć obiad w dosłownie kilka chwil. Wystarczy, że zagotujemy wodę i dodamy ją do dania. Nie możemy też narzekać na brak urozmaicenia. Producenci liofilizują całe posiłki: począwszy od makaronu z serem czy z sosem pomidorowym, przez kotlety mięsne lub sojowe, na daniach z ryżu czy kasz skończywszy. Liofilizuje się nawet warzywa i owoce.

WP

Produkty liofilizowane są bardzo energetyczne, ale nie zawierają pustych kalorii. Istotne jest również to, że okres przydatności do spożycia pozbawionych wody dań jest bardzo długi (nawet kilka lat). Jeśli więc nie wykorzystamy jakiegoś opakowania, przyda się podczas kolejnej wyprawy. Takie jedzenie ma także inne zalety: nie psuje, nie gnije i nie wysycha. Minusem jest w tym wypadku cena. Liofilizaty są dość drogie - porcja obiadowa może kosztować około 20 złotych, co jak na jeden posiłek jest sporą kwotą. Rekompensuje to jednak duży wybór dań wybór i wygoda użytkowania. Warto więc uzupełnić porcje tradycyjnych produktów i konserw turystycznych kilkoma paczkami obiadu odwodnionego.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kuchnia
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP