Resztki na stół! Kuchnia, w której nic się nie zmarnuje

Wyrzucamy w kuchni coraz więcej i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. O tym, jak ustrzec się przed marnowaniem jedzenia i jak sprawić, że kuchnia będzie pełna nowych smaków, rozmawiamy z Sylwią Majcher, autorką książki "Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sylwia Majcher przekonuje, że w kuchni możemy wykorzystać nawet liście marchewki czy obcierki ziemniaka
Sylwia Majcher przekonuje, że w kuchni możemy wykorzystać nawet liście marchewki czy obcierki ziemniaka (Anna Ulanicka)

Bartosz Kieżun, Wirtualna Polska: Zaczęłaś od bloga, a książka była jego naturalnym rozwinięciem?
Sylwia Majcher: Książka jest połączeniem wszystkich moich zainteresowań. Całe życie pracuję w mediach, zajmowałam się tematami społecznymi i tymi związanymi z kulinariami. Niemarnowaniem jedzenia jako tematem interesowałam się parę razy w roku, przy każdych świętach i jesienią, kiedy pojawiał się nowy raport Banków Żywności. Pewnie dlatego wydawało mi się, że na temat marnowania czy też niemarnowania jedzenia wiemy już wszystko. A jednak okazywało się, że nie mamy kompletnie świadomości tego, ile jedzenia się marnuje. Banki Żywności dobrze to obrazują: używają metafory pociągu, tłumacząc, że ilości, jakie wyrzucamy, mogłyby wypełnić 220 tysięcy wagonów. Gdyby ustawić je w rzędzie, to byłby to pociąg tak długi, jak granica Polski. Powtarzałam zatem informacje, tłumaczyłam, by te wiadomości dotarły dalej. Natomiast blog był przyczynkiem do tego, by pisać o tym częściej. Jestem z takiego domu, gdzie nie marnowało się nic. Jedna babcia przeżyła głód wojenny, druga była z Wielkopolski, a tam oszczędność ma się we krwi, więc w domu zawsze był pomysł na wszystkie resztki.

Kiedy zaczęłaś pisać bloga?
Siedem lat temu zabrałam się za blogowanie razem z moją przyjaciółką z piaskownicy. To była odpowiedź na różne pytania od naszych znajomych. 2010 rok to moment, w którym pojawiły się w Polsce kluby kolacyjne i inne inicjatywy wprowadzające mocno trend jedzeniowy do Polski. Dołączyłyśmy do tego ruchu, serwowałyśmy jedzenie, inspirując się wszystkim dokoła, przywożąc jedzenie i inspiracje kulinarne z wakacji.

Materiały prasowe
Podziel się

Po tych naszych kolacjach pojawiały się prośby, żeby wysłać menu i przepisy. Dlatego, żeby nie robić czegoś dwa razy, nie powielać, pomyślałyśmy o blogu. Dziś blog rozwija się trochę poza nami, ale nadal prowadzimy go we dwie.

Jak powstawała książka?
Bazowałam na informacjach z Banków Żywności. Banki też objęły książkę patronatem. Jest sześć rozdziałów. Pięć z nich to przepisy ułożone według kolejności. Pierwszy się o pieczywie, bo jego wyrzucamy najwięcej. Na drugim miejscu są warzywa i owoce, potem wędliny, nabiał i mięso. Bałam się nawet przez moment, że te przepisy są za proste, ale zbierałam je dokładnie tak samo, jak przepisy na bloga, czyli były po prostu odpowiedzią na pytania moich znajomych, którzy widzieli, że wykorzystuje w kuchni również resztki. Hitem okazała się duszona sałata, choć wydawało mi się, że to jest oczywiste, bo od dziecka podglądałam, jak moja babcia powiędniętą sałatę wrzuca na patelnię albo do piekarnika. Pokazuję teraz smażenie sałaty na wszystkich warsztatach, które prowadzę. Doprawiam ją różnie, za każdym razem używam innych dodatków, ale wyjściowy przepis jest niezmienny. Rzodkiewki na ciepło to też zaskoczenie i również cieszą się popularnością.

Książka powstała z potrzeby serca? Miałaś misję?
Tak. Książka wzięła się z potrzeby serca i dzielenia się. Okazywało się bowiem, że ludzie mają problem z tym, żeby coś wrzucić na patelnię, do blendera czy do piekarnika. Łatwiej jest wyrzucić, dlatego postanowiłam podzielić się moim doświadczeniem wyniesionym z domu. Polska kuchnia jest zbudowana dokładnie tak jak inne tzw. bieda kuchnie, na przykład kuchnia włoska. My w Polsce mieliśmy "zero waste" bardzo dawno temu, głównie dlatego, że nie mieliśmy wyboru. Moje babcie wykorzystywały wszystkie obierki. Jedna z nich często wspominała chipsy z obierków, teraz mamy je w menu wielu restauracji. Kiedy robiło się je bardzo prosto, na płycie pieca i podczas wykopków na przykład dzieciaki miały miskę ciepłego jedzenia, zrobionego bardzo szybko. Ja dostawałam takie chipsy jak nagrodę za chodzenie na zakupy od babci, a dziś sama robię je moim dzieciom.

Materiały prasowe
Podziel się

Ostatnio na warsztatach wykorzystałam też obierki z marchewki. Stała cała ich micha, były z ekologicznego gospodarstwa, więc poddusiłam je na patelni z rzeżuchą, a potem zmiksowałam i powstało świetne pesto. Na Wielkanoc robiłam też pesto z liści rzodkiewek, faszerowałam nim jajka. Bardzo lubię też pesto, które powstaje z liści marchewek. Jest orzechowe i słodsze od tego rzodkiewkowego, a ja mam słabość do słodkich rzeczy.

Wspomniałaś o warsztatach. Gdzie można z tobą pogotować?
W Warszawie, w różnych studiach kulinarnych. Będę też we Wrocławiu, można mnie łapać podczas festiwalu Europa na widelcu, tam będę miała warsztaty dla rodzin z dziećmi. Później Zielona Góra. Jeżdżę z książką i cieszę się z tego, że ona trafiła do ludzi.

A jakie masz rady dla tych, którzy wyrzucają jedzenie? Zdradzisz parę patentów?
Przede wszystkim nie robić dużych zakupów. Badania jednoznacznie pokazują, że jedna z trzech reklamówek, jakie przynosimy do domu, ląduje w śmieciach. Pomaga lista zakupów – to podstawa! Wiesz, co masz kupić i już. Zaglądajmy przed wyjściem na zakupy do lodówek i szafek w domu czy aby na pewno nie ma tam potencjalnego obiadu. Czy przez przypadek kawałek cukinii, kawałek bakłażana to nie obiad? Jeśli mamy w domu makaron czy kaszę to mamy możliwość podania świetnego posiłku. Pamiętajmy też o tym, że wszystko da się potraktować temperaturą. Chleb można przesmażyć z oliwą, dodać pomidorów i chwilę potem zjeść pyszną zupę pomidorową. Spoglądajmy na to, co mamy w lodówce, oceniajmy potencjał, bo, moim zdaniem, w kuchni wszystko go ma.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Kuchnia
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.