ycipk-2k9sjf

Patrycja Dolecka – kulinarna hedonistka, która potrafi uwodzić smakiem

Po studiach wyjechała do Irlandii. Z tęsknoty za ojczystym językiem i polskimi smakami założyła bloga. W jej kuchni można odpocząć, rozgrzać się, znaleźć azyl. Łączy tradycyjne polskie smaki z najnowszymi trendami. Patrycja Dolecka w rozmowie z WP Kuchnia zdradza, czego najbardziej brakuje jej w Irlandii i dlaczego fotografuje tylko przy naturalnym świetle.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Patrycja Dolecka, autorka książki "Trufla. Same dobre rzeczy" przyznaje, że jest uzależniona od ciemnej czekolady, pieczenia chleba i fotografowania.
Patrycja Dolecka, autorka książki "Trufla. Same dobre rzeczy" przyznaje, że jest uzależniona od ciemnej czekolady, pieczenia chleba i fotografowania. (Materiały prasowe, Fot: Ewa Frelek)
ycipk-2k9sjf

Pierwszym kulinarnym autorytetem dla większości jest mama lub babcia. Czy tak było też w twoim przypadku? Kto uczył cię gotować?
Babcia. To od niej uczyłam się gotować, odkąd byłam małą dziewczynką, do gotowania ciągnęło mnie wcześnie. Zaczęło się od podglądania jej w kuchni, jak polewa sernik wiedeński czekoladą, przyprawia kurczaka, lepi pierogi, wyrabia ciasto drożdżowe, w wielkiej, emaliowanej misce, stopniowo dolewając ciepłe, roztopione masło. Kiedy byłam malutka uwielbiałam patrzeć jak to płynne złoto, stopniowo stapia się z ciastem, które dzięki temu staje się coraz bardziej plastyczne i wręcz tańczy w jej dłoniach. Siedziałam na kuchennym taboreciku, z radia płynęło "O mój rozmarynie", babcia podśpiewywała pod nosem mieszając w garnkach, zawsze pogodna, energiczna. Jej kuchnia, jej gotowanie kojarzyło mi się z radością, chęcią nakarmienia, ugoszczenia innych, w czym była i jest mistrzynią. Nie zdarzyło się nigdy, by ktoś kto odwiedził jej dom wyszedł głodny czy smutny. Zawsze to wyczuła i potrafiła obdarzyć ciepłem i dobrym słowem, ogrzać aurą swojego domu, swojego dobrego serca, dlatego ludzie zawsze do niej lgnęli. I w tej kwestii nic się nie zmieniło, nadal tak jest, a że jest wyśmienitą kucharką, jej potrawy smakują naprawdę każdemu. Babcia nauczyła mnie też, nie to złe określenie, one mnie nie nauczyła. To ja nauczyłam się, po prostu obserwując ją, ucząc się niemalże przez osmozę, że w kuchni nic się nie powinno zmarnować, a prawdziwe pyszności można wyczarować dosłownie z niczego, nie potrzeba do tego pełnej lodówki czy półek uginających się od wiktuałów. Babcia jest filarem naszej rodziny, kimś dla mnie niezwykłym i to właśnie jej zadedykowałam swoją książkę.

Jaki smak kojarzy ci się z dzieciństwem?
Zbożowa kawa, gotowana na kaflowym piecu, przez moją prababcię, to jedno z pierwszych wspomnień. Miałam wtedy kilka lat. Do dziś pamiętam śniadanie, jakie mi wtedy przygotowała. Chleb z masłem i twarogiem, który własnoręcznie robiła i śmietanką od jej krowy. Do tego ta kawa… Co to była za kawa! Babcia gotowała ją na kuchni opalanej węglem, w małym emaliowanym kubeczku. Przez długie lata nosiłam ten smak w pamięci.

Processed with VSCO with hb1 preset Patrycja Dolecka
Podziel się
ycipk-2k9sjf

Kiedy zamykałam oczy, potrafiłam poczuć go na języku, niestety nigdy nie udało mi się go odtworzyć. Jeszcze silniejsze, i zakorzenione we mnie, wspomnienia to chleb z masłem i pomidorem malinowym z ogrodu moich dziadków, pierogi wigilijne, agrest jedzony prosto z krzaka, zimny kompot rabarbarowy, sobotnie ciasto drożdżowe i najlepsza na świecie pomidorówka mojej babci. Obowiązkowo z ryżem, ugotowanym idealnie, co było jedną z pierwszych rzeczy (oprócz kaszy gryczanej), jakie chciałam, by babcia nauczyła mnie gotować. Najbardziej jednak pamiętam smak naszych wspólnych, rodzinnych posiłków - obiadów, kolacji jedzonych w ogrodzie, kiełbasek z ogniska, pieczonych na patyku, piątkowej pasty z makreli na świeżym, razowym chlebie, niedzielnej jajecznicy. Czasu spędzanego razem, który zawsze miał smak radości, smak kuchni babci.

*Twój blog działa ponad dziesięć lat. Pamiętasz jego początki? *
Blog narodził się z potrzeby dzielenia się przepisami, fotografiami, tym jak widzę świat. Oraz z potrzeby kontaktu z językiem ojczystym, kiedy wyjechałam do Irlandii. Miał być notatnikiem kulinarnym, miejscem w którym będę publikować nie tylko przepisy ale opowiadać o swojej filozofii gotowania, ulubionych filmach czy książkach, dzielić się przemyśleniami, również na tematy niekoniecznie kulinarne.

* Wspomniałaś o wyjeździe do Irlandii. Trudno było ci się tam odnaleźć? *
Irlandczycy są wyjątkowo sympatyczni i otwarci. Nawet obcy ludzie uśmiechają się do siebie, mijając się na ulicy, życząc sobie miłego dnia, zwyczaj, który szybko sobie przyswoiłam. Może to zabrzmi śmiesznie, ale trudno mi było odnaleźć się w irlandzkich porach roku, które wyglądają inaczej niż u nas. Nie ma prawdziwego, gorącego, lata, a zima to właściwie taka jakby polska jesień, z umiarkowaną temperaturą bez mrozu i śniegu.

*Za czym najbardziej tęsknisz? *
Za rodziną, polskim latem i przyrodą. Obfitością owoców i warzyw, które latem wręcz wysypują się z każdego zakątka polskiego warzywniaka czy targu. Właśnie, tęsknię ze polskimi targami , które są wyjątkowe i najbliższe mojemu sercu.

ycipk-2k9sjf
Processed with VSCO with hb1 preset Patrycja Dolecka
Podziel się

Doceniajmy polskie targi, one naprawdę jako nieliczne w Europie, nie zatraciły jeszcze tej niepowtarzalnej, wibrującej, atmosfery. Te miejsca mają w sobie niezwykłą autentyczność. Kiedy mam do wyboru supermarket i targ, zawsze wybiorę ten drugi.

*Czy za granicą trudno gotować po polsku, by odtworzyć rodzime smaki? *
Absolutnie nie! Szczególnie gdy jest tak bogaty wybór i dostępność polskich produktów w sklepach z polską żywnością i nie ma problemu z kupnem kaszy gryczanej, suszonych grzybów, śledzi czy twarogu. Reszta to produkty uniwersalne, łatwo dostępne, które również są elementem polskiego gotowania.

*Często wspominasz o dziadkach. Na twoim blogu i w książce niemal czuć ich obecność. Co im zawdzięczasz? *
Dziadkowie stworzyli cudowny, ciepły dom i zasady, które zbudowały moje fundamenty. Stworzyli azyl, do którego zawsze chce się wracać. Świat za oknem i w telewizji może wariować, ale u nich w domu, zawsze te same rytuały, zapachy, smaki. Ten sam rower czeka na mnie by pojechać nim na targ, na moją ulubioną ulicę porośniętą starymi drzewami.

ycipk-2k9sjf
Processed with VSCO with hb1 preset Patrycja Dolecka
Podziel się

Wchodzę przez tę samą furtkę, którą pamiętam odkąd jestem na tym świecie. Ile razy popychałam ją i zatrzaskiwałam idąc grać w klasy, na poszukiwanie końca tęczy, czy stojąc przed nią w nieskończoność, po powrocie ze szkoły, np. dyskutując z koleżanką o "Lalce" Prusa… Dziadkowie nauczyli mnie poszanowania ludzi i otaczającego nas świata. Podziwiam ich za otwartość, pogodę ducha, niesamowitą pracowitość, tradycję, ciepło.

*Twój blog i książka to nie tylko przepisy. Chętnie dzielisz się z czytelnikami swoim życiem wspomnieniami, sposobem postrzeganiu świata. Dlaczego? *
Książka jest uchyleniem drzwi do mojego świata, nie tylko kulinarnego, ale nawiązań do dzieciństwa, do wspomnień związanych ze smakami czy rytuałami, również sposobu w jaki patrzę na to, co mnie otacza, na naturę, kulinarną mentalność, zwykłą codzienność. Chciałam, by było to coś więcej niż sucha formuła przepis-zdjęcie.

"Trufla. Same dobre rzeczy" powstała dziesięć lat po tym, jak dodałaś na bloga swój pierwszy wpis o truskawkowych chłodniku. Zdradzisz, jak wyglądała praca nad tą książką?
Zaczęło się od stworzenia przepisów na dania, które chciałam umieścić w książce. Część z nich była przepisami z bloga, które cieszyły się ogromną popularnością wśród czytelników i nie mogło ich w książce zabraknąć, reszta została wymyślona na potrzeby książki. Gotowe i sprawdzone przepisy były finalnie gotowane, aranżowane i fotografowane przeze mnie. Pozostało tylko ich skrupulatne spisanie. Fotografuję wyłącznie przy naturalnym świetle, więc taka praca wymaga pokory i cierpliwości, nauki pracy ze światłem, najlepszego jego wykorzystania w różnych momentach dnia. Co jest wyzwaniem, ale jest również bardzo ekscytujące i nie zamieniłabym tego na żadne światło studyjne. To jest praca z czymś "żywym", pięknym!

ycipk-2k9sjf

Obserwowanie tego jak światło zmienia plastykę zdjęcia, barwy ceramiki, tkanin, drewna, jedzenia, jak światłocienie potrafią malować kształty w przestrzeni, jest jednym z najprzyjemniejszych elementów fotografowania. Gdzieś pomiędzy tymi czynnościami powstawały inne teksty do książki, wstęp, dedykacja, podziękowania, krótkie historyjki, notki do przepisów. Gotowy materiał był wysyłany do wydawnictwa, z którym pracowaliśmy wspólnie nad layoutem i makietą książki, czyli całym jej "opakowaniem", strukturą wewnętrzną, typografią.

Co wyróżnia twoją książkę na tle wielu książek o polskiej kuchni, które piszą eksperci w kraju?
Jej nietuzinkowe podejście do tradycyjnych potraw, nieszablonowe łączenie składników, wyciągnięcie z czeluści kuchni naszych babek dań trochę zapomnianych, które są jednak filarem naszej kulinarnej historii oraz wariacji na temat kuchni międzynarodowej, w lekkiej i świeżej odsłonie. Plus osobiste podejście i garść fotografii niekoniecznie kulinarnych, ale miłych dla oka i serca.

*Tradycja czy nowoczesność? *
Na szczęście nie muszę wybierać, a nawet mogę je ze sobą mieszać.

ycipk-2k9sjf

*Wspomniałaś w jednym z wywiadów promujących książkę, że babcia zajada się sushi, a dziadek lubi curry. Czym jeszcze cię zaskakują? *
Nie odkryłam u nich innych ekstrawagancji kulinarnych. Jednak z pewnością moja babcia jest na nie otwarta i chętnie spróbowałaby wielu nieznanych potraw. Dziadek natomiast jest zwolennikiem tradycji.

Masz na swoim koncie jakąś spektakularną kulinarną wpadkę?
Mogę zapewnić, że wpadki kulinarne zaliczyłam i ja, ale nie potrafię sobie przypomnieć jakiejś konkretnej i wyjątkowo spektakularnej. Może dlatego, że nie pochylam się nad nią, tylko próbuję wyciągnąć z niej lekcję na przyszłość.

Dla kogo gotujesz na co dzień?
Dla mojego Miłego, a gdy jestem w Polsce, dla dziadków. Gdy gotuję zawsze staram się mieć w myślach osobę, dla której przygotowuję posiłek. Znam jej upodobania, wiem komu i jakim jedzeniem mogę sprawić radość. A ja sama czuję się szczęśliwa, gdy widzę w oczach jedzącego ten błysk przyjemności, czasem zaskoczenia. Od zawsze silnie czułam, że gotowanie to coś więcej niż zaspokajanie głodu. Bo bardzo często, może nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, gotujemy z intencją. Nie tylko by zaspokoić głód, ale przede wszystkim okazać uczucia. Gotujemy z miłości, pasji, troskliwości, namiętności, by rozgrzać, pocieszyć, uwieść… Przy stole rozmawiamy, podejmujemy decyzje, świętujemy sukcesy i drobne radości, celebrujemy chwilę. A wspomnienia to nie tylko obrazy, ale przede wszystkim zapachy i smaki.

*Zobacz też: Z miłości do lokalności *

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2k9sjf

ycipk-2k9sjf
ycipk-2k9sjf