Sprawdziłam ofertę pączkową Dino. Tego się nie spodziewałam
Pączkowe szaleństwo trwa w najlepsze. Postanowiłam sprawdzić, na jakie pączki w tym roku postawiło Dino. Które słodkości smakowały mi najbardziej? A które to zupełnie nie moja bajka? Obejrzyj wideo, a wszystko stanie się jasne.
Już od jakiegoś czasu markety kuszą nas pączkami w przeróżnych wydaniach. Oferty są naprawdę bardzo bogate. Można znaleźć dosłownie wszystko, od klasyków z lukrem i różą, po zupełnie nowe połączenia oraz odwołania do kultowych smaków - jak, chociażby ulubionych cukierków. Pączki różnią się między sobą także wykończeniem -kolory i dodatki mogą całkowicie zawrócić w głowie.
Nie inaczej jest w przypadku Dino. Wybrałam się na zakupy tuż przed tłustym czwartkiem, żeby upolować jak najwięcej smaków do przetestowania. Wcześniej zapoznałam się z ofertą w gazetce, aby wiedzieć, czego szukać na miejscu. Do domu wróciłam z pełną reklamówką, bo naprawdę było z czego wybierać.
Oczekiwania kontra rzeczywistość
Skupiłam się oczywiście na smakach. Jednocześnie wzięłam pod uwagę to, jak słodkości były reklamowane w gazetce, a jak prezentowały się w rzeczywistości. Podkreślę, że nie analizowałam składów pączków, ale w innym naszym tekście polecamy zwrócić szczególną uwagę na etykiety i skład produktów podanych na stronie internetowej sklepu.
Testy rozpoczęłam od pączka z nadzieniem pistacjowym. To połączenie chyba na stałe się u nas zadomowiło, odkąd dubajska czekolada stała się wiralem. Za pączka zapłaciłam 3,99 zł. I muszę przyznać, że ciasto było puszyste. Pistacja w mojej ocenie była dobrze wyczuwalna. Jeśli chodzi o ilość nadzienia, to moim zdaniem gazetka sugerowała, że będzie go więcej, niż było w rzeczywistości.
Kolejny wariant skupiał się na nadzieniu inspirowanym cukierkami kukułka. Do tego polewa z ciemnej i białej czekolady. Pączek kosztował 2,99 zł (przy zakupie 6 szt.). Uważam, że smakował naprawdę dobrze. Jego wygląd i ilość nadzienia zgadzały się z tym, co obiecywała gazetka.
W ofercie Dino znalazła się również kombinacja z macarpone i maliną. I to właśnie ona skradła serce mojego męża. Za pączka zapłaciłam 3,29 zł (ale pamiętaj, obowiązuje ona przy zakupie 6 sztuk). W tym przypadku wszystko się zgadza i pasuje do siebie. Polewa czekoladowa z liofilizowaną posypką i wiórkami z białej czekolady to naprawdę idealne wykończenie.
Kukułki to niejedyne cukierki, które stały się inspiracją do powstania pączków o ofercie Dino. Możesz znaleźć tu również pączki z nadzieniem śnieżnych michałków. W moim przypadku to połączenie okazało się jednak zbyt słodkie i mdłe. Nie byłam w stanie zjeść tego pączka do końca. Kosztował 3,49 zł.
Z kolei moim faworytem okazał się pączek z nadzieniem pistacjowo-malinowym. Za jedną porcję trzeba zapłacić dokładnie 4,99 zł. Podwójne nadzienie i mięciutkie ciasto to prawdziwy strzał w dziesiątkę.
Na koniec zostawiłam sobie donuta z malinowym nadzieniem. Różowa polewa i dekoracja świetnie wpisuje się w walentynkowy klimat. Ale to jedyny plus, jaki znalazłam. Ciasto ma dziwną konsystencję, a nadzienia jest z pewnością dużo mniej niż prezentuje to gazetka. Smak również mnie nie zachwycił. Za jednego donuta trzeba zapłacić 1,99 zł.
Przetestowałam też bardziej klasyczne połączenia. Jako że Dino, w zależności od regionu, proponuje pączki z lokalnej piekarni, w moim przypadku padł wybór na pączka z lukrem i skórką pomarańczową (2,39 zł). Nie był to jednak najlepszy strzał. Nie jest to ten smak, co domowe pączki przygotowane w takiej właśnie wersji. Dużo lepiej wypadła klasyka z lukrem i marmoladą (3,39 zł).
Czas na podsumowanie
Pączki z Dino, ku mojemu zaskoczeniu, smakują dobrze. Myślałam, że jakość ciasta i ilość nadzienia będą wielkim rozczarowaniem. Okazało się jednak, że ciasto było puszyste i miękkie. Nadzienia też było całkiem sporo w większości przypadków (poza wersją pistacjową i donutem). Na uwagę zasługuje też dekoracja. Przy każdym pączku była dopracowana i od razu kusiła wizualnie do zakupu. Oczywiście wśród testowanych pączków jedne smaki bardziej mi podeszły, a inne mniej.