wp

Monika Honory: Nareszcie się sobie podobam

Kiedyś wielokrotnie borykała się z efektem jo-jo, ale w końcu udało się – schudła. Pozbyła się 40 kg dzięki jedzeniu zup. Teraz mniejsza o kilka rozmiarów, zdrowa i piękna, pomaga innym zrzucić zbędne kilogramów. Z Moniką Honory, kobietą o niezwykłej sile i determinacji, rozmawiamy o tym, dlaczego postanowiła zmienić swoje życie, jak udało się jej schudnąć, czemu nie lubi słowa „dieta” i dlaczego zupom krem mówi stanowcze nie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Monika Honory
Monika Honory (Archiwum prywatne)

Dlaczego postanowiła pani schudnąć? Co było motorem do działania?
Żyjemy w czasach kultu pięknego ciała, w których wygląd ma ogromne znaczenie. Z tego powodu osoby otyłe nie mają szans odnaleźć się w świecie dyktatury smukłej sylwetki, a w związku z tym ich samoocena jest bliska zeru. Tak właśnie było w moim wypadku. Bardzo chciałam zmienić siebie, próbowałam na kilka sposób, ale zawsze kończyło się to tak samo - efektem jo-jo, co niesamowicie mnie zniechęcało. Jako osoba otyła wstydziłam się pokazywać publicznie. To jest pewnego rodzaju wewnętrzna blokada, uniemożliwiająca swobodne zachowywanie się, człowiek zamyka się w sobie coraz bardziej z powodu każdego negatywnego komentarza czy szyderczego uśmiechu – po prostu myślisz sobie, że inni patrzą na ciebie z pobłażaniem. Chciałam pozbyć się tego ciężaru, nie tylko tego fizycznego, ale także psychicznego. Wszystkie oczy zawsze były zwrócone na mnie, bo byłam większa niż inni. Pragnęłam, by ktoś spojrzał na mnie nie przez pryzmat nadmiernej masy ciała, ale tego, że jestem dobrą osobą, że mam ładną twarz czy np. torebkę i buty.

Chciała pani poczuć się po prostu kobieco?
Tak, tego chce chyba każda kobieta, prawda? Jednak moją największą motywacją do zmiany było spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką podczas imprezy sylwestrowej w 2011 roku. Pamiętam, że bardzo długo się szykowałam przed balem, aby wyglądać naprawdę dobrze, tymczasem jedne z pierwszych słów mojej przyjaciółki brzmiały: „Monika, czy ty znowu przytyłaś?”. Poczułam się, jakby strzelił we mnie piorun. To spowodowało, że zdecydowałam podjąć konkretne kroki. Tak więc odpowiadając na poprzednie pytanie, co było motorem dla moich działań, powiem krótko: zdrowie, chęć doznania szczęścia, samoakceptacji i zwiększenie swojej samooceny.

wp

Na pani blogu czytamy, że niejednokrotnie borykała się pani z efektem jo-jo, jak sobie pani z nim ostatecznie poradziła?
Efekt jo-jo jest upiorem wielu osób z nadwagą czy otyłością. Zawsze powtarzałam, że większość dostępnych diet na polskim rynku ma swój początek i swój koniec, ale co dalej? I tu zaczyna się prawdziwy problem. Odmawianie sobie wielu smakołyków wiąże się z utratą wagi, ale gdy osiągniemy już swój cel i schudniemy, od razu sięgamy po to, co tak kochamy, czyli jedzenie. Przecież już schudłam, więc mogę już zajadać się czekoladą, prawda? Nieświadomie wpadamy w błędne koło, z którego ciężko nam się wydostać. I sięgamy po następną dietę, która ma być tą ostatnią, ale zazwyczaj jest tylko jedną z kolejnych. Przechodziłam przez tę trudną, wyboistą drogę i doskonale rozumiem osoby, które musiały się zmierzyć z podobnym problemem. Wiążą się z tym skrajne emocje, nad którymi niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie zapanować – gniew, wyrzuty sumienia, zawód, brak wiary, które prowadzą do poddania się i ostatecznie do depresji. Dlatego postanowiłam, że skończę stosować diety i znajdę sposób, by skutecznie, a przede wszystkim bezpiecznie, zdrowo i bez efektu jo-jo zgubić swoje nadprogramowe kilogramy. Chciałam, aby moje codzienne menu nie było dla mnie udręką. Dlatego skupiłam się na szukaniu posiłków przede wszystkim sycących – ponieważ nie chciałam doświadczać ciągłego uczucia głodu, ale równocześnie smacznych, tak aby po zakończeniu odchudzania z przyjemnością dalej po nie sięgać. Idealnym rozwiązaniem były zupy. Dzięki temu gdy już schudłam, „nie rzuciłam” się na słodkości, tym samym uniknęłam efektu jo-jo.

Monika HonoryArchiwum prywatne
Podziel się

Schudła pani 40 kilo, jedząc tylko zupy?
No nie do końca. Moja przemiana rozpoczęła się w momencie, gdy postanowiłam, że to będzie moje ostatnie podejście do walki z kilogramami. Wiedziałam, że muszę się zabrać za to porządnie, dlatego zasięgnęłam porady lekarzy. Informacje od specjalistów, w połączeniu z moją pasją do dietetyki sprawiły, że zdecydowałam się na jedzenie właśnie zup. Jak się okazało, są najlepiej przyswajalną i łatwostrawną formą pożywienia dla organizmu. Właśnie w ten sposób rozpoczęła się moja przygoda z zupami. Specjalnie na swoje własne potrzeby stworzyłam program, który nazwałam później „Przemianą”, ze względu na oczywiste zmiany, które zachodzą podczas odchudzania nie tylko w ciele, ale także w psychice. Przez 4 miesiące spożywając tylko zupy, zaznaczam, że były to przynajmniej cztery różne rodzaje w ciągu dnia, schudłam 20 kg. A przez kolejnych 6 miesięcy, mimo iż zaczęłam powoli wprowadzać posiłki stałe, schudłam kolejne 20 kg. Razem 40 kg. Może trudno w to uwierzyć, ale nie byłam nigdy miłośniczką zup, a sama myśl o gotowaniu i czasie, jaki musiałabym na to poświecić, strasznie mnie przerażała. Jednak teraz myślę, że jest to jedynie kwestia dobrej organizacji.

Czyli w diecie preferuje pani zupy?
Och, jak ja strasznie nie lubię słowa „dieta”! (śmiech).

wp

Dlaczego? Przecież to dzięki dietom chudniemy.
Tak, ale to słowo na „d” (śmiech) kojarzy mi się bardzo negatywnie. Zapewne wynika to z faktu, że stosowanie diet nigdy nie przyniosło dla mnie trwałych efektów, a zamiast wymarzonej sylwetki pojawiała się frustracja i próby stosowania kolejnych diet, które jeszcze bardziej spowolniły mój metabolizm. Jednak jeśli miałabym wybrać jeden sposób odżywiania, to byłby to taki, który nie wyklucza żadnej z głównych grup produktów, oferujący urozmaicone menu, pełne świeżych warzyw i owoców oraz chudych mięs. Bardzo ważne jest dla mnie, aby spożywane posiłki były bez dodatku sztucznych substancji czy konserwantów. Zalecam także unikanie jedzenia potraw ciężkostrawnych, opartych na produktach smażonych.

Może zdradziłaby pani kilka prostych rad i trików, jak to zrobić?
Mój sekret jest dość prosty i polega na jedzeniu gotowanych produktów w formie półpłynnej, czyli po prostu zup. Jednak moje przepisy nieco odbiegają od tych tradycyjnych. Główna zasada brzmi: nie smażymy, a także nie dodajemy składników, które wcześniej były poddane takiej obróbce termicznej. Nie polecam również produktów wędzonych, ponieważ są wyjątkowo ciężkostrawne dla żołądka. Ale zdecydowanie rekomenduję jedzenie trzech różnych zup w ciągu dnia – a najlepszym przykładem, że to działa, jestem ja. W „Przemianach według Moniki Honory” zachęcam do jedzenia owoców, a także nie widzę powodu, aby unikać cukru brzozowego np. do codziennej kawy. Oprócz zbilansowanego jadłospisu ważna jest także aktywność fizyczna. Oczywiście wprowadzamy ją stopniowo i proporcjonalnie do spadku wagi zwiększamy jej intensywność.

Sama mówi pani, że schudła jedząc zupy, więc dlaczego zupom krem mówi pani stanowcze nie?
Otóż, zupy typu krem szybciej trawią się w żołądku, przez co uczucie głodu pojawia się znacznie szybciej. Nasz organizm przystosowany jest do rozdrabniania pokarmu w ustach, a następnie dalszym jego trawieniu w niższych partiach przewodu pokarmowego. Przyjmując posiłki w formie całkowicie płynnej, dajemy organizmowi możliwości na pobudzenie układu pokarmowego do pracy. Przez to, że zjemy zupę krem, rozleniwiamy go, a my sami po spożyciu takiego posiłku, nasycamy się na krótką chwilę. Warto zwrócić uwagę na kaloryczność zup typu krem. Do jej wykonania potrzeba o wiele więcej warzyw niż w przypadku tradycyjnej zupy. Co więcej, kaloryczność kremów podbija dodatek mąki czy śmietany.

wp

Czego jeszcze lepiej unikać, jeśli chcemy skutecznie schudnąć?
Jeśli chcemy pozbyć się zbędnych kilogramów, to musimy jeść... wszystko (śmiech). Prawdopodobnie wyda się to absurdalne, ale tworząc listę zakazanych produktów, sami podświadomie zmuszamy się, by po nie sięgnąć! Zawsze powtarzam, że znacznie lepiej jest pozwolić sobie na chwilkę przyjemności i dostarczyć organizmowi to, co lubi najbardziej, ale oczywiście w najlepszej formie i jakości. Dzięki temu może ominąć nas wiele nieprzyjemnych zawodów, a wystarczy tylko określić sobie minimalną ilość danego smakołyka i kurczowo się jej trzymać. Przy zróżnicowanej diecie, pełnej bogactwa witamin i składników mineralnych, węglowodanów złożonych, białka pełnowartościowego i tłuszczy, oczywiście tych dobrych, jesteśmy w stanie odmówić sobie słodyczy, a nawet nie mieć na nie ochoty! Każdy organizm jest inny, każdy ma odmienny bagaż doświadczeń i diet za sobą, dlatego do każdej osoby należy podchodzić bardzo indywidualnie.

Jeśli nie zupy krem, to jakie pani poleca i dlaczego?
Z całą odpowiedzialnością mogę polecić wszystkim tradycyjne zupy z kawałkami mięsa, warzyw, a także kaszy, makaronu czy ryżu. Oczywiście te przygotowane według założeń mojego programu są najlepsze (śmiech). Wystarczy wybierać te bez smażonych i wędzonych produktów, przyprawione naturalnymi ziołami i mieszkaniami suszonych warzyw. Dzięki takiej formie jedzenia nasz przewód pokarmowy ma możliwość podjęcia pracy, do której jest przecież fizjologicznie przystosowany. Co więcej, zupy z kawałkami warzyw i mięsa są trawione zdecydowanie dłużej niż zupy typu krem, co w efekcie powoduje dłuższe uczucie nasycenia. Warto zwrócić uwagę również na błonnik występujący w warzywach, dlatego im krócej się one gotują, tym większe źródło naturalnego błonnika stanowią. Jest to też powód, dla którego zalecam gotowanie warzyw al dente, czyli na pół twardo. Wpływa to bardzo pozytywnie na pracę jelit – oczyszcza je, a składniki zawarte w żywności o wiele lepiej się wchłaniają, w konsekwencji tracimy zbędne kilogramy. To takie proste!

Rzeczywiście, to jest proste, ale chyba najtrudniej zrobić pierwszy krok, dlatego może podzielić się pani z czytelnikami WP Kuchnia jakimś łatwym przepisem na dietetyczną zupę, którą pani najbardziej lubi i poleca? Tak na start.
Oczywiście! (śmiech) Jedną z moich ulubionych zup jest ta ze świeżych ogórków – to lekka i naprawdę smaczna zupa idealna na kolację. Ogórek i cytryna sprawiają, że jest soczysta i odświeżająca. Można ją jeść także na zimno, dlatego świetnie sprawdzi się podczas nadchodzących gorących, letnich wieczorów. Jedyne, czego potrzebujemy to półtora litra wywaru rosołowego (najlepiej takiego na 2 golonkach indyczych), ośmiu średnich ogórków, dwóch marchewek, pietruszki, pół łyżeczki wyciśniętej cytryny, świeży koperek, torebkę białego ryżu, dwie łyżki śmietany 12 proc. (lub jogurtu naturalnego), dwa liście laurowe, świeżą bazylię i lubczyk, a na koniec sól himalajska i pieprz do smaku. Jej przygotowanie jest niezwykle proste. Umyj i obierz ogórki, następnie pokrój je w grubą kostkę, posól i odstaw na kilka minut. W wywarze razem z pokrojoną marchewką i pietruszką ugotuj ryż. Gdy ryż będzie al-dente, dodaj pokrojone ogórki. Po 3-4 min dolej sok z cytryny i śmietanę. Na koniec dopraw według uznania pieprzem, solą, ziołami i posyp koperkiem. Teraz nie pozostaje mi nic więcej, niż życzyć smacznego (śmiech).

wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.