wp

Bona – królowa, która przywiozła nam włoszczyznę

Mediolańska arystokratka i żona króla Zygmunta Starego starała się przekonać Polaków do pora, selera, sałaty, kalafiora, karczochów, ale także przypraw korzennych, makaronów czy wina. Z marnym skutkiem. „Z tych dziwnych wymysłów jeno sprośna utrata, a potem łakomstwo, a potem różność wrzodów a przypadków szkodliwych, a rozlicznych” – narzekał na włoskie specjały Mikołaj Rej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bona – królowa, która przywiozła nam włoszczyznę
(123RF.COM)

Bona Sforza urodziła się 2 lutego 1494 r. Pochodziła z potężnego mediolańskiego rodu, w którym nie brakowało niezwykłych kobiet. Jej prababka, Bianka Maria Visconti, wsławiła się obroną Cremony przed wojskami weneckimi, natomiast ciotka – Katarzyna Sforza, nazywana „najmężniejszą damą Italii”, bohatersko walczyła z wojskami Cezara Borgii, a po zdobyciu przez nie zamku Forli, próbowała wysadzić się w powietrze.
Jako dziedziczka księstwa Bari i krewna wielu rodów panujących w Europie, Bona była bardzo pożądaną partią, a matka, księżna Izabela Aragońska, z pomocą papieża Leona X długo szukała najkorzystniejszego kandydata na męża. Księżniczka miała 22 lata, gdy „zaoferowano” ją owdowiałemu właśnie królowi Polski, Zygmuntowi I, nazywanemu później Starym.
Negocjacje między rodziną Bony a dworem królewskim w Krakowie trwały wiele miesięcy. 6 grudnia 1517 r. w Neapolu doszło w końcu do ślubu Sforzy i Zygmunta, jednak ceremonia odbyła się według zasady „per procura”, bez udziału pana młodego. Swojego męża Bona poznała dopiero kilka miesięcy później, gdy przybyła do Polski.

Mięsiwo kontra florenckie ciasteczka
Początkowo młodą królową zaszokowały panujące na wawelskim dworze zwyczaje, zwłaszcza kulinarne. Jadano wówczas dużo, a przede wszystkim tłusto. Podczas licznych uczt stoły uginały się pod ciężarem różnego rodzaju mięsiwa, zwłaszcza wieprzowiny, cielęciny, baraniny i dziczyzny – pieczeń z żubra czy tura musiała być dla Bony sporym zaskoczeniem. Polska szlachta uwielbiała również pieczone kapłony, czyli specjalnie tuczone młode koguty. Potrawy serwowano z mało wyszukanymi sosami, m.in. z cebuli, soku wiśniowego lub powideł śliwkowych. Jako dodatek podawano zwykle rozmaite kasze i mączne przysmaki: kluski, racuchy, placki oraz pierogi. Polacy uwielbiali też grzyby.
Włoska arystokratka również lubiła dobrze zjeść, ale jej upodobania kulinarne były całkowicie odmienne, o czym świadczy menu uczty wydanej w Neapolu z okazji ślubu Bony z Zygmuntem. Czym uraczono gości? Nugatem z orzeszków z serem śmietankowym, przybranym marmoladą i konfiturą z różnych owoców; galaretą mięsną z sałatą; pieczenią wołową z sosem winnym lub octowym; pawiami duszonymi we własnym sosie; ciasteczkami florenckimi; ostrą zupą z pieprzem, co ciekawe uważaną wówczas przez Włochów za „potrawę polską”; słodkim hiszpańskim plackiem z sera; guanti, czyli weselną potrawą neapolitańską z ciasta francuskiego ze słodkim farszem przygotowanym z dodatkiem miodu i cukru; ciasteczkami ryżowymi; smażonymi kasztanami; wreszcie „nevole” – neapolitańskim delikatnym ciastem posypanym cukrem. Służba roznosiła wodę różaną do obmywania rąk i haftowane ręczniki. Nic dziwnego, że po przyjeździe do Polski Bona postanowiła przekonać rodaków męża do trochę innego stylu odżywiania. Z jakim skutkiem?

wp

„Włoszkowie co cienko jadają”
Królowa z zażenowaniem patrzyła na polski sposób ucztowania, sprowadzający się najczęściej do nieposkromionego obżarstwa oraz opilstwa. Nie akceptowała naszej tłustej kuchni, ubogiej w warzywa i owoce. Wydawane przez Bonę bankiety miały zupełnie inny charakter, a o przygotowywanie potraw dbali sprowadzeni z Włoch kucharze, którzy nie żałowali przypraw korzennych i luksusowych dodatków. Nic dziwnego, że dwór królewski wydawał na zakup produktów i służbę kuchenną ogromne sumy. Choć Zygmunt Stary miał liczniejszą „obsługę” i przyjmował znamienitych gości przeznaczał na potrzeby kulinarne mniej niż żona. Z zachowanych rachunków z 1539 r. wynika, że dwór monarchy wydał na te cele trochę ponad 4 tysiące florenów, natomiast ekipa Bony ponad 6 tys.
Niewątpliwie dzięki niej trafiło na wawelskie stoły dużo nieznanych wcześniej warzyw, np. por, seler, kalafior, karczochy, fasola szparagowa, brokuły, koper włoski, kalarepa, sałata czy szpinak. Wbrew rozpowszechnionemu mitowi Włoszce nie zawdzięczamy natomiast marchewki i pietruszki, które były uprawiane w Polsce już w czasach Władysława Łokietka, choć nie cieszyły się specjalną popularnością.
Zresztą sprowadzone przez Bonę specjały też nie wzbudziły entuzjazmu wśród dworzan na Wawelu, gdzie lubiano żartować z „Włoszków co cienko jadają”. Na „italskie przysmaki” narzekali też nasi wybitni renesansowi twórcy, Jan Kochanowski i Mikołaj Rej.
Nawykli do mięsa Polacy szczególną nieufnością darzyli dania z warzywami. Nie przekonali się też do makaronu. Większym powodzeniem cieszyły się natomiast przyrządzane przez włoskich kucharzy pasztety, galarety mięsne i ciasta korzenne. Oraz oczywiście wino, które stopniowo zaczęło wypierać miód pitny.
Bona nie zdołała przekonać do swoich kulinarnych pomysłów nawet męża i syna – późniejszego monarchę Zygmunta Augusta. Jego następca, pierwszy król elekcyjny Henryk Walezy w listach do ojczystej Francji narzekał na tłuste potrawy serwowane na Wawelu.
Smakołyki Bony upowszechniły się nad Wisłą dopiero dwa wieki później. Dziś bez włoszczyzny trudno wyobrazić sobie polską kuchnię.

wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.